Istniało
kiedyś imperium, które rządziło jedną czwartą światowej populacji i
zajmowało taką samą część powierzchni ziemi, dominując niemal na
wszystkich oceanach. Powstawało przez niemal 300 lat wskutek działalności
handlowej, działalności osadniczej i podbojów monarchii brytyjskiej. Jak to możliwe, że dość markotni panowie w czerwonych mundurach i w charakterystycznych hełmach, o zaciętych wargach i bladym kolorze skóry, zdołali dokonać rzeczy niemożliwej, czyli zbudować największe imperium w dziejach ludzkości? To jedno z fundamentalnych pytań światowej historii. By znaleźć odpowiedź na to pytanie, należy zagłębić się w historię odkryć geograficznych, podbojów, handlu i kolonizacji. W XVII wieku Wyspy Brytyjskie stanowiły w ówczesnym świecie podmiot nie atrakcyjny gospodarczo i politycznie podzielony. Jednak już dwieście lat później Wielka Brytania posiadała największe Imperium w historii ludzkości, posiadając kolonie, faktorie, centrale handlowe na 5 kontynentach. Brytyjczycy pokonali Francuzów, ograbili Hiszpanów, naśladowali z lepszym efektem Holendrów i dokonywali grabieży wszędzie tam, gdzie się pojawili. Jednak same militarne podboje, działalność handlowa i grabież nie byłyby wystarczające, gdyby nie osadnictwo brytyjskie na lądach, które podbito. Z żadnego innego kraju na świecie nigdy w historii nie zdołało wyemigrować tak wielu mieszkańców, co właśnie z Wielkiej Brytanii. Pomiędzy początkiem XVII wieku a latami 50. XX wieku ponad 20 milionów mieszkańców opuściło archipelag deszczowych wysp na północno - zachodnim wybrzeżu Europy. To właśnie bez milionów ryzykantów, którzy zostawiając dobytek życia i udając się w nieznane, nie byłoby Imperium Brytyjskiego. Zanim jednak „angielska zaraza" rozlała się na cały świat, grupa pionierów przepłynęła wzburzone Morze Irlandzkie. Pierwszą obecność Anglików na irlandzkiej ziemi odnotowano w XII wieku, jednak to na XVII wiek datuje się początek brytyjskiej kolonizacji wyspy. Na początku XVII wieku pionierzy angielskiego osadnictwa przepłynęli przez Morze Irlandzkie, aby osiedlić się w kraju zamieszkanym przez „barbarzyńców", jak ich określano, czyli w Irlandii. Decyzja o podboju i kolonizacji Irlandii została podjęta podczas panowania dynastii Tudorów. Monarchinie z rodu - Maria i Elżbieta - wydały zezwolenie na systematyczną kolonizację Irlandii. Podczas panowania Henryka VIII Tudora, który ogłosił się królem Irlandii w 1541 roku, władzę ograniczono do angielskiego osadnictwa wokół Dublina. W następnych latach, jako że istniały na dworze brytyjskim obawy, że rzymskokatolicka Irlandia może zostać użyta przez Hiszpanów jako tylne wejście do protestanckiej Anglii, kolonizację Irlandii przyjęto jako środek zaradczy. W 1556 roku Maria I Tudor, córka Henryka VIII, przydzieliła skonfiskowane irlandzkie mienie angielskim i szkockim osadnikom. Jednak to za panowania przyrodniej siostry Marii, królowej Elżbiety Wielkiej, osadnictwo w Irlandii nabrało realnego kształtu. Idea polegała na tym, że miasta portowe miały zostać zbudowane przez kupców i osadników, którzy mieli służyć angielskiej koronie przez swą obecność na irlandzkiej ziemi. Działania angielskiej królowej Elżbiety Wielkiej napotkały opór w 1595 roku, kiedy to Hugh O'Neill, który sprawował władzę w Ulsterze, ogłosił się księciem po zdobyciu poparcia Hiszpanów i wypowiedział Anglikom wojnę. W 1598 roku O'Neill pokonał wojska angielskiej pod Yellow Ford i w prowincji Munster. Jednak były to wydarzenia, które na krótko zatrzymały elżbietańską wizję kolonizacji Irlandii. W 1607 roku po dotkliwej klęsce i wycofaniu się Hiszpanów, Hugh O'Neill uciekł na kontynent, a następca na tronie brytyjskim, Jakub I Stuart, kontynuował wizję swej poprzedniczki na tronie. Jednak działania angielskiego króla, po pokonaniu zbuntowanych Irlandczyków, polegały na bezlitosnym zajmowaniu irlandzkiej ziemi. Zakładanie „lojalnych plantacji", jak określił te działania sam Jakub I Stuart, można porównać do tego, co dziś znane jest jako „czystki etniczne". W 1610 roku opublikowano „Printed Book", w której można było znaleźć szczegółowy opis, jak powinien funkcjonować system osiedlania na irlandzkiej wyspie. Ziemię należało podzielić na parcele, które miały zostać zabezpieczone murem chroniącym protestancką wspólnotę przed katolicko - irlandzkim motłochem. Nic lepiej nie może zilustrować podziałów etnicznych i religijnych ukrytych w polityce angielskiej kolonizacji. Wiarę, że takie działania ustatkują Irlandczyków, można uznać za naiwną. Wówczas właśnie stało się jasne, że kolonizacja nie oznacza współistnienia, a jedynie konflikt. W anonimowym pamflecie z końca XVII wieku Irlandię określono jako „jedną z głównych części Imperium Brytyjskiego". Irlandię można zatem nazwać eksperymentem brytyjskiego kolonializmu. Jak podejmowano decyzje na angielskim dworze królewskim, między innymi odnośnie kolonizacji Irlandii, można podejrzeć w rewelacyjnym serialu „Dynastia Tudorów". Akcja serialu rozgrywa się w czasie panowania Henryka VIII Tudora. Polecam.
sobota, 20 kwietnia 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
Kiss me, I'm Irish today
W ostatnim tygodniu deszcz padał zaledwie dwa razy: raz przez trzy dni, a raz przez cztery, jak zwykli żartować miejscowi. Faktycznie deszczu na zachodnim wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego urodzaj. Siedzę na irlandzkiej wsi w hrabstwie Clare, gdzieś pomiędzy Ennis a Ennistymon. Jutro wybieram się nad Klify Moheru, które są jedną z największych atrakcji turystycznych Irlandii. Co tu robię, jak długo będę i jakie mam plany? Sam nie wiem jeszcze, ale będę raportował. Saluto.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Publikacja w magazynie „Witaj w Podróży"
W kiosku w pobliżu domu. Na półce z gazetami w ulubionym markecie. W salonie prasowym. Nowy numer magazynu „Witaj w Podróży" jest w sprzedaży, a w nim krótka relacja z pobytu w Laosie. Tekst i dwa zdjęcia. Laos był na mapie mojej podróży przez Azję Południowo-Wschodnią w 2010 roku. Miejsce magiczne, jedno z takich do których mam ochotę wracać. A to wszystko za sprawą mieszkańców, którzy mimo trudnej historii swego kraju, zachowali optymizm, pogodę ducha i otwartość na przybyszy. Publikacje, tym bardziej na papierze, to super sprawa. Saluto.
wtorek, 12 marca 2013
Biegam, bo lubię
Interwały?
Lekkie podbiegi? Czy długie wybiegania? Biegam, bo lubię. Nie
przebiegłem w życiu żadnego maratonu ani nawet półmaratonu. Jeszcze nie,
ale zamierzam. Kto wie, może już w tym roku. Na teraz staram się
przygotować formę na wiosnę. Zima nie była najlepszym sezonem. Bieganie
wymaga samodyscypliny i przynajmniej dla mnie, pewnego rodzaju rutyny.
Dobrze być w jednym miejscu, by plan dnia czy tygodnia mógł być
konsekwentnie realizowany. I z tym właśnie u mnie był problem przez
ostatnie miesiące. Dużo zawirowań, choć tak naprawdę jest to słaba
wymówka. Ale teraz staram się zrealizować założenia planu treningowego.
Biegać zacząłem dwa lata temu, lecz prawdziwego bakcyla złapałem w
Vancouver. Duży wpływ miała na mnie osoba mojego kanadyjskiego
pracodawcy. To Conny, właścicielka sklepu sportowego w którym
pracowałem, namówiła mnie na debiut w biegu masowym, jakim był The Vancouver Sun Run. Tłum biegaczy, endorfiny w trakcie biegu i
radość na mecie to była frajda, która pobudziła ochotę na więcej. Co
jeszcze? Dodatkowo dochodzi radocha z tych wszystkich gadżetów, butów,
ciuchów. A może to wszystko jest tylko ucieczką przed rzeczywistością i
próbą stworzenia mechanizmu obronnego przed codziennym stresem? W jednym
z dzienników wyczytałem, że Polacy wręcz rzucili się do uprawiania
sportów indywidualnych i wytrzymałościowych. Ma to związek z
pogłębiającym się kryzysem gospodarczym, a sport ma być próbą stworzenia
antidotum na stres związany z obawami o utratę pracy czy już brak
zatrudnienia. Jeśli nawet to prawda, to oczywiście lepsza alternatywa
aniżeli szturm na sklepy monopolowe. To zdrowszy nałóg.
Zdjęcia
powyżej zrobiliśmy razem ze Strefe z myślą o publikacji w jednym z
miesięczników o tematyce biegowej. Materiał powstał w Nadwarciańskim
Parku Krajobrazowym. Ideą jest przedstawienie biegacza w urzekających
okolicznościach przyrody. Jak dojdzie do publikacji to na blogu będzie
wzmianka. Cieszy fakt, że wraz z modą na bieganie rośnie liczba
magazynów, książek a także sklepów, gdzie można zaopatrzyć się we
wszystko, co niezbędne. Inną sprawą są ceny ciuchów czy butów do
biegania w Polsce. Po czasie spędzonym w Kanadzie mogę uczciwie napisać,
że w Polsce jest drożej. Nie chodzi o siłę nabywczą złotówki czy
dolara. Buty w których biegam są tańsze w Kanadzie niż w Polsce. Na szczęście dziś, w dobie internetu, można temu zaradzić.
poniedziałek, 4 marca 2013
Publikacja w Magazynie Prime
Wiadomość bardzo dobra
i trochę mniej dobra zarazem. Bardzo dobra to ta, że po wielu podejściach i próbach udało się w końcu opublikować w polskiej prasie nasz materiał fotograficzny z Kuby. Nasz, czyli mój i Macieja Sypniewskiego. Na Kubie byliśmy w 2008 roku, w tym samym roku Maciej zgarnął za swoje zdjęcia nagrodę Viva! Press Photo w kategorii „najlepszy reportaż". Dzisiaj, 5 lat po odbytej podróży, materiał doczekał się publikacji w Magazynie Prime. To jest bardzo dobra wiadomość. Trochę mniej dobra to taka, że to pierwszy numer Prime, który dostępny jest jedynie w wersji internetowej. Dotychczas ukazywała się papierowa wersja magazynu. I taką miałem nadzieję, by zobaczyć te fotografie na papierze. Taka jest jednak kolej rzeczy, że prasa przenosi się do sieci, a ja jestem konserwatywny i lubię papier. I dlatego to jest trochę mniej dobra wiadomość. Fotoreportażowi towarzyszy krótki esej mojego autorstwa. Publikacje to fajna sprawa, chcę to robić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




