poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ortodroma







Ortodroma to najkrótsza droga pomiędzy dwoma punktami na powierzchni kuli biegnąca po jej powierzchni. Ortodroma" to również tytuł książki, która w zamyśle jest opisem rejsu autora Mateusza Janiszewskiego ku Antarktydzie, a faktycznie zbiorem jego przemyśleń, rozważań i notatek. Janiszewski wraz z załogą starali się odtworzyć drogę, którą sto lat wcześniej wytyczył Ernest Shackleton wraz z załogą na pokładzie statku Endurance. Wyprawa Shackletona, która rozpoczęła się w 1914 roku, przeszła do historii eksploracji mimo niepowodzenia, przede wszystkim dzięki heroizmowi uczestników. Statek Endurance został skuty lodem, a uwięziona załoga rozpoczęła walkę o przetrwanie w lodowej krainie. Gdy statek został ostatecznie zmiażdżony przez pokrywę lodową nie pozostało nic innego, jak rozpocząć dramatyczny marsz przez najdalej na południe położony kontynent próbując dotrzeć do cywilizacji. Wszyscy przeżyli tułaczkę po Antarktydzie. Jak to było w przypadku rejsu, które opisuje swojej książce Janiszewski? Zapraszam do lektury.
Tymczasem w prawdziwym życiu żółta koszulka lidera po zwycięstwie w Tour de France trafiła do Gerainta Thomasa z teamu Sky. Tym samym sześć z siedmiu ostatnich edycji Le Tour wygrali kolarze z brytyjskiego Team Sky. W teamie ważną rolę odgrywa Michał Kwiatkowski. Wierzę, że w przyszłości Kwiatkowski stanie na podium. Skoro o kolorach to zostańmy przy żółtym. Trykot w tym kolorze w nadchodzącym sezonie ligi milionerów NBA założy LeBron James, który dołączył do Los Angeles Lakers. Skąd taka decyzja? LeBron twierdzi, że to spełnienie jego marzeń, gdyż zawsze podziwiał grę i karierę Magica" Johnsona, jak również wielkie tradycje klubu z Miasta Aniołów. Jeziorowcy", wyposzczeni przez wieloletnią nieobecność w fazie play-off, głodni sukcesów i powrotu chwały, zgodzili się wydać 154 miliony zielonych na wielką gwiazdę. Czy ta inwestycja okaże się trafna, dowiemy się niebawem. Hej, hej tu NBA. Saluto.

niedziela, 22 lipca 2018

Wszędzie dobrze, w domu najlepiej










Lato. Kapryśna letnia pogoda. Wakacyjne dni, ciepłe i słoneczne lub pochmurne i dżdżyste. Dla mnie obojętne. Cieszy fakt, że wreszcie jestem w domu. Raduje fakt, że mam urlop. Będę wypoczywał. Nie jestem pewien jak i gdzie, ale będę wypoczywał. Co słychać? Oglądałem, w miarę możliwości, mistrzostwa w Rosji. Faworytem była dla mnie Argentyna, tymczasem nie dotarła nawet do ćwierćfinałów. Mimo tego uważam, że to były genialne mistrzostwa. Cieszy fakt, że wygrywała gra zespołowa, a nie wielkie gwiazdory. Tytuł zdobyli Francuzi, jednak serca i umysły kibiców zdecydowanie Chorwaci. Co ponadto? Oglądam Tour de France. Czy Chris Fromme, oczyszczony z podejrzeń o doping, zdobędzie po raz piąty tytuł? Jak w tym roku pojedzie jego były kolega klubowy, mój ulubiony kolarz, Rigoberto Uran? Czy Peter Sagan ponownie będzie dominował wśród sprinterów? Jak pojadą Polacy, czyli Michał Kwiatkowski, Paweł Poljański i Rafał Majka? I najważniejsze pytanie, czyli ilu kolarskich szpanerów zostanie przyłapanych na dopingu? Tour de France to, po Giro d'Italia, drugi najważniejszy dla mnie wyścig kolarski. Tymczasem fotorelacja z ostatnich dni. Saluto.

niedziela, 8 lipca 2018

Hongkong











Hongkong. Brama do Azji. Metropolia. Opium. Kolonia. Nostalgia. Samotność. Pogoń za szmalem. Przyszłość, która gościła już wczoraj. Brak przeszłości. Jest jedynie tu i teraz. Teraźniejszość. Czy zatem Hongkong, pędząc nieustannie od momentu powstania, może posiadać swą tożsamość? Lewis Mumford twierdził, że miasta są produktem swego czasu". Jaką tożsamość może mieć zatem miasto, które od początku swego powstania było miejscem, gdzie ścierały się interesy wielkich mocarstw? A może, zmieniając swe oblicze zależnie od czasu i okoliczności, Hongkong to metropolia doskonała, która jako jedna z niewielu znalazła sposób na przetrwanie? Jaką tożsamość mogą mieć zatem mieszkańcy takiej metropolii? Wong Kar-Wai, jeden z moich ulubionych reżyserów, nakręcił kilka filmów o klaustrofobicznej anonimowości w wielkich ludzkich mrowiskach. Mieszkańcy takich miast codziennie ocierają się o siebie, wymieniają spojrzenia, dzielą ich milimetry, rozmawiają, dotykają się, jednak jednocześnie to ludzi niezwykle samotni, którzy równie dobrze mogliby mieszkać na innych planetach w odległych galaktykach. To ulubiona historyjka azjatyckiego reżysera, który większość swoich współcześnie dziejących się filmów nakręcił właśnie tu, w Hongkongu, mieście, w którym się wychował. Saluto.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Melbourne








Melbourne. Deszcz na betonie. Od trzech dni, w miarę możliwości, włóczę się ulicami starając się zrozumieć, dlaczego to właśnie miasto zostało siedmiokrotnie z rzędu wybrane jako najlepsze do życia", według The Economist Intelligence Unit, firmy audytowej, stowarzyszonej z magazynem The Economist. Ranking obejmuje 140 miast z całego globu i bierze pod uwagę takie dane, jak dostępność miejsc pracy, dostęp do służby zdrowia, tereny zielone, przestępczość, przede wszystkim jednak samozadowolenie mieszkańców. W kilka dni nie sposób znaleźć odpowiedź na to pytanie, mimo tego łażę po mieście, jem i piję w lokalnych knajpach, zagaduję miejscowych, starając się zrozumieć ów fenomen. Deszcz na betonie. W tym momencie panuje australijska jesień, nie wszyscy wyglądają na zadowolonych, pośpiesznie zmierzając w sobie znanym kierunku. 
Australia, zanim stała się pożądanym miejscem do życia, daleka była od wizerunku raju. Oficjalnie za odkrywcę najmniejszego kontynentu świata uważany jest Holender Willem Janszoon, który przybił do brzegu w 1606 roku. Niewiele jest notatek odnośnie wizyty Holendra, któremu nie przypadła do gustu spalona słońcem ziemia. Nieznany ląd docenił dopiero James Cook, który w 1768 roku dotarł na wschodnie wybrzeże i zaanektował go dla Korony Brytyjskiej. W 1788 roku Australia stała się oficjalnie kolonią przeżywającego wówczas rozkwit Imperium Brytyjskiego. I sielanka? Gdzież tam. Od początku istnienia, według władz w Londynie, przeznaczenie kolonii było zgoła inne. W tym roku mija dokładnie 230-ta rocznica od momentu, gdy z brytyjskich portów wypłynęły pierwsze statki pełne skazańców do Australii, kolonii karnej, naturalnego więzienia odległego od ówczesnej cywilizacji o 24 tysiące kilometrów oceanicznej żeglugi. Na tych, którym udało się przeżyć morderczy rejs, czekała jałowa ziemia, nieprzyjazny tropikalny klimat i perspektywa ciężkiej fizycznej roboty. Co jest największym paradoksem historii Australii? Kraj, który swą historię rozpoczął jako więzienie zasiedlone ludźmi, których Wielka Brytania się pozbyła, był jednym z najdłużej lojalnych wobec Korony Brytyjskiej. Jak powstał australijski angielski? Dean Frenkel, ekspert od komunikacji z Uniwersytetu w Melbourne, twierdzi, że wpływ na specyficzne słownictwo miał fakt, iż pierwszym środkiem płatniczym w Australii, naturalnym więzieniu, był pędzony domowym sposobem rum. Wszyscy skazańcy pili na potęgę, a specyficzna odmiana angielskiego powstała ponoć z pijackiego bełkotu. O historii Australii możemy poczytać w rewelacyjnej według mnie książce Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat", której autorem jest Niall Ferguson. Polecam. Saluto. 

niedziela, 10 czerwca 2018

Melbourne








Kofeina. Kofeiną próbuję zagłuszyć psychosomatyczne rozkojarzenie. Jet lag. Nie do końca jestem na jawie, lewituję, odpływam, choć zasnąć nie mogę. To była długa podróż. Kilkadziesiąt godzin lotu łącznie, cztery lotniska, pięć samolotów, dziesięć sztucznych posiłków, cholera wie, co jeszcze. Warszawa - Dubaj - Perth - Adelaide - Melbourne. Jest szósta rano czasu lokalnego, niedziela, snuję się po mieście niczym zombie. Puste ulice, zamknięte sklepy, wymarłe miasto. Jestem hen daleko, na najmniejszym kontynencie, w najlepszym (ponoć) do życia mieście na świecie. Serdeczne pozdrowienia z Melbourne.
Pif - paf - już nie żyjesz! Australia, jak niemal każda z byłych brytyjskich kolonii, miała bardzo liberalne podejście do kwestii posiadania broni palnej. I podobnie, jak w pozostałych byłych koloniach, niemal cyklicznie doświadczała z tego tytułu krwawych masakr, gdzie jakiś zabójca masowo mordował przypadkowych ludzi, dając upust swemu szaleństwu. Szalę goryczy przelała tragedia, która wydarzyła się w tasmańskim Port Arthur w kwietniu 1996 roku. Niejaki Martin Bryant otworzył ogień z broni maszynowej do gości kawiarni Broad Arrow Cafe. Zabił 35 osób, po czym spokojnie odjechał z miejsca zbrodni. Policja aresztowała szaleńca następnego dnia, sąd skazał go na 35 wyroków dożywocia i dodatkowe 1035 lat więzienia bez możliwości apelacji i ubiegania się o jakiekolwiek odstępstwo od wymierzonego wyroku. Martin Bryant odsiaduje wyrok w więzieniu o zaostrzonym rygorze Ridson Prison Complex. To właśnie ta tragedia sprawiła, że rząd, jak również sami Australijczycy, zażądali zmian w prawie dotyczącym posiadania i dostępu do broni palnej. Pod koniec 1996 roku australijski rząd, tuż po przegłosowaniu odpowiedniej ustawy w parlamencie, rozpoczął masową akcję skupu broni od obywateli. Każdy, kto oddał karabin, strzelbę lub pistolet, otrzymywał rekompensatę w wysokości aktualnej wartości rynkowej oddanej broni. Program trwał rok, następnie zaczęły obowiązywać surowe kary za samo posiadanie, z pozbawieniem wolności włącznie. Po ponad dwóch dekadach australijski program jest wskazywany jako modelowy przez przeciwników posiadania broni palnej, szczególnie ma to miejsce w innych brytyjskich koloniach. Od czasu masakry w Port Arthur w Australii nie zdarzyła się żadna masowa strzelanina, tymczasem w USA bądź Kanadzie, takie wydarzenia mają miejsce niemal cyklicznie. Saluto.