Zaszczepiony. Comirnaty, dwie dawki, uważam, że warto, uważam, że należy, uważam, że to jedyny sposób w miarę możliwości powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy. Dlaczego? Bo co innego, całe życie w kwarantannie? W przeszłości, w trakcie pandemii dżumy lub ospy, najbardziej agresywnych, które pochłonęły setki milionów istnień, jedynym ratunkiem była właśnie izolacja. Dziś, na szczęście nas wszystkich, postęp w medycynie daje możliwość powstrzymania przenoszenia się wirusów, właśnie dzięki szczepionkom. Ok, odpuszczę sobie tu esej o tym, czym są szczepionki oparte na mRNA, lekarzem nie jestem, naukowcem tym bardziej, brzmiał bym groteskowo, mało wiarygodnie, po co. Krótko jedynie, szczepionki oparte na mRNA nurkują w układzie odpornościowym, by dostać się do wnętrza komórek wraz z patogenem wirusa, tak, by układ odpornościowy poznał zagrożenie i reagował tworzeniem przeciwciał. Wszystko! Nie wierzę w bzdurę eksperymentu na ludzkości, proszę, nie rozmawiajmy o inwigilacji i czipie w człowieku, spisku możnych i bogatych ani żadnych innych banialukach. Bądźmy choć na chwilę poważni!
Skąd zatem ten strach, sceptyzm, brak wiary w naukę, obawy wszelkie, tysiące, o ile nie więcej, wyznawców teorii spiskowych, antyszczepionkowców? W 1998 roku Andrew Wakefield, brytyjski gastroenterolog, opublikował, wraz z innymi naukowcami, artykuł w czasopiśmie naukowym „The Lancet", gdzie udowadniał, że szczepionka skojarzona MMR przeciw odrze, śwince i różyczce, podawana dzieciom, jest przyczyną występowania u nich autyzmu i zapalenia jelit. Tezę swą poparł wynikami badań. Publikacja wywołała wielkie poruszenie, brytyjski program szczepień został wstrzymany. Jednak w wyniku śledztwa, zarówno dziennikarskiego, jak i prokuratury brytyjskiej, ustalono, że wyniki badań przytoczone przez Wakefielda zostały sfałszowane, a sam lekarz działał na zlecenie prawników, którzy domagali się odszkodowań od firmy farmaceutycznych. Andrew Wakefield został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu lekarza, stając się przy tym niepisanym guru ruchu antyszczepionkowców. Czy powikłania występują? Tak, zawsze jest możliwość. Czy występują skutki uboczne leków i antybiotyków? Tak, zawsze jest taka możliwość. Co zatem? Należy się szczepić. Dlaczego? Odpowiem przekornie pytaniem i poproszę o przykład czegokolwiek, co podane do organizmu, w jakiejkolwiek sposób, doustnie, szczepionką, wsmarowane, jest w stu procentach bezpieczne i nigdy nie wywoła żadnej reakcji? Nie ma takiej substancji, pokarmu, napoju, czegokolwiek! Saluto!
poniedziałek, 31 maja 2021
#SzczepimySie
poniedziałek, 26 kwietnia 2021
Co tam Panie w polskiej muzyce?
O,
żesz Ty, konserwatywny jestem, szlag by trafił, żem zorientował się
właśnie, a to czemuż? W pandemii, w domu, w izolacji, czas był by
książki poczytać, filmy pooglądać, muzyki posłuchać, o właśnie, muzyki
posłuchać. I żem kapnął się, dzięki muzyce, choć nie tylko, a jakże, że
konserwatyzm zakupowy u mnie, cecha dziwna, muzyki w internecie nie
lubię słuchać, jeno płyty kompaktowe zbieram, upajam się posiadaniem
kolekcji, co lubię, to na półce chce mieć, zakupoholizm, dramat i
puszczanie złotówek mimochodem, bo co sprytniejsi to zasysają z
przepastnych sieci odmętów, co bardziej snobistyczni to dziś winyle lub
kasety, taki modny oldshool, a ja kompakty i kompakty, ahoj!
Co
dobrego dla mnie w muzyce polskiej? Baranovski, wiadomo. Ktoś powie, że
chłopaczek z teleturnieju, ja odpowiem, że bardzo dobrze. Nie ma nic
złego w tym, że ktoś pokaże się szerszej publiczności w jakimkolwiek
konkursie talentów, jeśli talent ów posiada. A Baranovski owszem, talent
posiada, jak również od roboty nie stroni. Na gitarze gra, na
klawiszach gra, ba, nawet akordeon mu nie obcy. Radzi sobie świetnie w
rockowym anturażu, nie gubi się w elektronice, zaśpiewa wszystko, kiedy
trzeba grzecznie, jest grzecznie, kiedy trzeba ostro, jest i pazur. I
najważniejsze, jego „Czułe
miejsca" uwielbia śpiewać moja córka, zatem czy moja opinia ma w ogóle
jakiekolwiek znaczenie? Co tam jeszcze w polskiej muzyce? Sanah,
wiadomo. Jak to bywa, przypadek. Zasłyszane w radio, kołatało w głowie,
wiercąc co to, kto to. „Ale
jazz!" był pierwszym utworem, który usłyszałem, a tam wiadomo, Vito
Bambino z ulubionej Bitaminy. Coś mnie tknęło jednak, głos dziewczęcy,
zadziorny, płynący swobodnie, bez grama wątpliwości. W szybkim tempie
pierwszy album, bo zaraz drugi miał się pojawić, rzecz jasna kolaboracja
z Vito Bambino zapowiedzią była i przyznam, że lubię taki pop, a co
tam, na pohybel skurczybykom. Czy coś jeszcze w tej polskiej,
słowiańskiej muzyce? WaluśKraksaKryzys, cholera wiadomo. Ksywa niezła?
Nie tylko ksywa, nie musicie wierzyć na słowo, warto zapodać muzykę
jegomościa z małej wsi pod Krakowem. Gdybym napisał, że to rock jakich
mało, nic bym nie napisał, rock to przecież pojęcie szerokie. Czego tu
nie ma, tu, czyli na płycie „Atak",
która kozacko kręci się w moim sprzęcie. Trochę punkowej gitary,
syntezatory, zawadiackie teksty, niby bezczelne, trochę zagubione, ale
wydawać się zdają szczere, a niech tam, dla takich nut, naiwny być mogę!
I
tak to właśnie wygląda, szmal puszczam, płyty kompaktowe, książki,
gazety, a w pandemii powiadają, by grosz do grosza, tymczasem
konserwatyzm silny, zamiast przepastne odmęty sieci wertować to ja
konsumuję, cóż, na koncert też wolę na żywo, w telewizorze nie bardzo,
bo nie ma w tym magii, bajki, nic nie uwodzi, żyć trzeba, tak uważam,
ba, inaczej chyba nie umiem, próbować nawet nie chce, nie przekona mnie
nikt chyba, na cholerę. W życiu nie przesłuchałem płyty w internecie,
żadnego ebooka nigdy żem nie kosztował, gazety zawalają powierzchnie
użytkowe, stając się argumentem do sporu, który zakłóca mir domowy, cóż,
konserwatyzm, byle nie poglądowy, na szczęście, no raczej. Saluto.
niedziela, 28 marca 2021
Pierwszy oddech wiosny, czyżby?
Kawę mielę, mielę kawę, mele, mele. Żaden ze mnie barista, ot, mam młynek to mielę ziarna, co by aromat posmakować. Czymś się trzeba radować, czyż nie? Z utęsknieniem wiosny wypatruję, licząc, że zaraza przepadnie, że odporność stadna, że wirusy giną w dni cieplejsze, w coś wierzyć muszę, przynajmniej powinienem, nieprawdaż? Jak to w zwyczaju, kilka książek rozpoczętych, kartkuję, wertuję, niby czytam, niby oderwać się nie mogę, lecz gdy odłożę, to sztos, wrócić trudno, innych bodźców szukam lub po drugą książkę sięgam, trzecią, kartkuję, wertuję, stron kilka i tak w kółko. Rozgrzebałem „Miedziaki" Colsona Whiteheada, „Złego" Leopolda Tyrmanda i „Kod kapitalizmu" Marcina Napiórkowskiego. Wszystkie trzy rewelacyjne, pytanie czy doczytam, czy raczej swym częstym zwyczajem odłożę na lepszy moment, gdy niby czasu więcej mieć będę. A kiedy to można mieć czasu więcej na książek czytanie niż w dobie pandemii, gdy świat cały zamknięty? Oj, ma piękna hipokryzjo. Za wyjściem do kina tęsknie, przyznam, cholera wie, co bym chciał obejrzeć, są lub być powinny premiery jakieś? Ktoś, coś? Masowo za to bajki wciągam, co dzieciaki oglądają to i sam się raczę, a co tam, chyba mi wolno, wolno? Byle do wiosny, byle do szczepionki, za podróżami tęsknie, lecz kto nie? Tymczasem, jeśli są jakieś książki, filmy, seriale lub inne warte polecenia to bardzo poproszę o rekomendacje na mejl, a co tam, kiedy jak nie teraz? Saluto.
niedziela, 28 lutego 2021
Zaraza
W obliczu świata pędzącego ku otchłani stać nas już tylko na ślepy optymizm. Świat zmierza donikąd, ludzkość nie ma właściwego kierunku, wszyscy walczą ze wszystkimi, całość zamknięta w cyklu od porządku do chaosu lub od chaosu do porządku. Zaraza udowodniła, jak nietrwała jest tyrania szczęścia i pozytywnego myślenia. Rozwój? Jaki rozwój do cholery, nic nie jest dane na zawsze. I gdy nadszedł moment sprawdzam, gdy Ziemia, po latach upokorzeń ze strony gatunku ludzkiego przypie#$@!& nam podręcznikowo, wówczas u steru władzy jest zgraja populistów, którzy nie mając żadnych kompetencji, aby zmierzyć się z obecną sytuacją, mydlą oczy i atakują kobiety. Cóż zatem? W obliczu świata pędzącego ku otchłani stać nas już tylko na ślepy optymizm. Dwatysiącedwudziestypierwszy bądź dla nas wszystkich choć trochę
łaskawszy! Saluto.
niedziela, 31 stycznia 2021
Dwatysiącedwudziestypierwszy!
Szanowni
Państwo, wlatujemy w strefę turbulencji, proszę zapiąć pasy, będzie
trzęsło, wiało i sypnie w oczy, czym popadnie. Proszę uważać na głowę, na
zdrowie, na portfel, na robotę, cholera wie, w sumie musicie Państwo,
niczym piechur w okopach, być gotowymi na wszelkie możliwe dywersje
przeciwnika. A któż to taki ten przeciwnik, zbój nikczemny? W sumie
cholera wie, wirusy jakieś, populiści jacyś, gospodarka jakaś, wszędzie,
ale to wszędzie czai się zło, przeciwności losu czy cokolwiek, co sen
spokojny spędza z powiek. A kysz, a kysz, my tu pragniemy życia jak w
tych reklamach Panie, jak vipy, jak influencerzy, jak gwiazdy, fury,
skóry i komóry, wakacje egzotyczne, ciuchy szałowe, bling, bling, Panie,
kieta, diamenty i inne kamienie, a nie tyra niepewna od bladego świtu
do nocy nikczemnej, jakieś cele, zadania czy cholera wie, co jeszcze, w
imię czego powiedz, w imię czego do cholery?
Dwatysiącedwudziestypierwszy bądź dla nas wszystkich choć trochę
łaskawszy!
Czy
szczepionki okażą się antydotum na zarazę? Przyznam, że mam wątpliwości
i obawy, lękam się czy wirus nie będzie mutował niczym grypa i co roku
będzie atakował nowy, po mutacji, silniejszy, bardziej krwiożerczy,
przede wszystkim odporny na szczepienie. Owszem, również mam obawy o
skutki uboczne, ale boję się tej szczepionki jak każdej
innej uprzednio, którą przyjąłem, odsetek poszkodowanych zawsze się znajdzie niestety, szczepić się
jednak zamierzam. Kilka tygodni spędzonych w domu, w izolacji, w
kwarantannie, przede wszystkim na walce z wirusem, uświadomiło mnie, że jeśli życie ma wrócić do choćby pozorów normalności, do tego, co było dawniej, nie ma alternatywnego wyjścia. Co już wiemy na temat szczepionek, mam na myśli szczepionki od AstraZeneca, Moderny i Pfizera i przede wszystkim ewentualnych skutków ubocznych? W badaniach klinicznych skutki uboczne dzieli się na pięć kategorii, z czego dwie ostatnie to zagrożenie zdrowia, wymagające hospitalizacji i oczywiście zagrożenie życia. Dwie ostatnie, wspomniane kategorie, nie ma co się oszukiwać, ze względów przede wszystkim prawnych, interesują zarówno tych, którzy dopuszczają szczepionkę do użycia, jak i tych, którzy odpowiadają za produkują. Analizy i badania nie wykazały jednak, aby odsetek dwóch kategorii przypadków, czyli zagrożenia zdrowia i życia, występowały częściej aniżeli w grupie zaszczepionej placebo. Owszem, informacja, że ktoś doznał zawału serca w ciągu doby od zaszczepienia, jest niczym wiatr w żagle na anty-szczepionkowe teorie, jednak zawał serca, dość często, przytrafia się w ciągu doby od rozmowy kwartalnej z przełożonym. Gdy szlag trafia, nie ma zmiłuj, nie dopisujmy spiskowych teorii, na cholerę.
Gospodarka, Głupcze! Panie i Panowie, tu jest jazda bez trzymanki. Owszem, całkiem szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że tyram u producenta żywności, niby bezpiecznie, jednak wiele branż dostało rykoszetem przy walce z pandemią. Nieudolnej walce z pandemią, tutaj należy położyć akcent. Tak, niemal wszystkie państwa na świecie doznały szoku, rządy, nie znając zagrożenia działały at hoc, bardzo często i nie mając wyjścia, improwizując, jednak pandemia obnażyła przede wszystkim, jak i gdzie była, i do cholery, nadal jest prowadzona nieudolna polityka dotycząca zarządzania finansami państwa. Krótko mówiąc, gdy kasa państwa pusta to rozmowa o kompetencji rządzących nie ma już żadnego sensu. Spójrzmy na podwórko Unii Europejskiej, na przykład zza zachodniej granicy, czyli na Niemcy. Czy rząd wypłaca postojowe dla tych branż, które zostały definitywnie zamknięte? Tak, wypłaca. A jak wygląda analogiczna sytuacja w Polsce? Proszę Państwa oto miś, łubu dubu, łubu dubu. Miliony konferencji, deklaracji, szumnych zapowiedzi dotyczących wsparcia i inwestycji, tymczasem przedsiębiorcy, aby pokryć koszty, nie zwalniać pracowników i nie bankrutować, mimo obostrzeń i ryzyka, zmuszonych jest otwierać działalność i walczyć nie tylko z wolnym rynkiem, ale również z zamordyzmem państwowych urzędników. Nie jest żadnym pocieszeniem, że taka sytuacja nie dotyczy tylko Polski, ale czy bycie członkiem elitarnego klubu bananowych republik jest faktycznie nobilitujące?
Co tam w polityce? Otóż jest i on, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Joe Biden. Świat, przynajmniej ta jego część, która wierzy w system demokratyczny, odetchnęła z ulgą, wierząc, że okres rządów Donalda Trumpa był jedynie wypadkiem przy pracy. Teraz ma już być tylko wspaniale, liberalizm, oczywiście uwzględniając swe błędy, przywróci ład i porządek. Czy aby na pewno? Unia Europejska, według mnie najlepszy możliwy projekt polityczny w Europie, może się rozpaść niczym domek z kart już w przyszłym roku, gdy dojdzie do wyborów prezydenckich we Francji. Gospodarka francuska mocno oberwała wskutek pandemii, jak każda zresztą, co może wywołać zwrot Francuzów ku populistycznemu Frontowi Narodowemu i jego przewodniczącej Marine Le Pen. I gdyby to faktycznie miało miejsce to Unia zadrży w swych posadach. Owszem, wśród państw członkowskich wielu jest obecnie zamordystów u władzy, jak niechlubny przykład Polski, jednak Francja, po Niemczech i już bez Wielkiej Brytanii, to fundament Unii Europejskiej. A reszta świata? Chińska gospodarka, a tym samym chińska polityka, nabrała wskutek pandemii ogromnej prędkości i nie ma żadnych wątpliwości, że będzie te okoliczności wykorzystywać w grze politycznej. Rosja? Póki gospodarka na świecie oparta jest na surowcach, póty Rosja w grze. Nie liczcie na zmiany w systemie politycznym Rosji w najbliższym czasie, pomimo ogromnej determinacji samych Rosjan, zamordyzm ma się doskonale. Szanowni Państwo, Panie i Panowie, lepiej zapnijmy pasy, wlatujemy w strefę turbulencji, będzie trzęsło, wiało i sypnie w oczy, czym popadnie. Saluto.




