Filozofia unicestwienia „ras podrzędnych" w imię poszerzenia przestrzeni życiowej dla „ras wyższych" - większość z nas zapewne kojarzy ową filozofię z II wojną światową i ludobójstwem dokonanym przez hitlerowską III Rzeszę. Takie skojarzenia nasuwa również definicja ludobójstwa, która została sformułowana w 1948 roku, podczas Procesów Norymberskich. Definicja została zawarta w Konwencji ONZ o Zapobieganiu i Karaniu Zbrodni Ludobójstwa. Według art. 2 Konwencji, ludobójstwo to czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich". Biorąc pod uwagę czas, w którym zdefiniowano ludobójstwo, czyli tuż po zakończeniu II wojny światowej, skojarzenia z dokonaniami III Rzeszy wydawać się mogą zasadne. Nic bardziej mylnego. Sven Lindqvist w książce „Wytępić całe to bydło" obraca to przekonanie w pył. Przypomina, że „to nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by zrozumieć to, co wiemy, i wyciągnąć z tego wnioski". I konsekwentnie z niemal kronikarską precyzją odtwarza etapy europejskiego terroru kolonializmu przełomu XIX i XX wieku. Lindqvist zawarł w swej książce zarówno historię powstania ideologii postrzegania ludzkości w ramach koncepcji „ras wyższych" i „ras podrzędnych", a także historię wcielania owej ideologii w życie. Mamy więc tutaj pseudonaukowe teorie Herberta Spencera, Karola Darwina, Roberta Knoxa czy Georgesa Cuviera, które sankcjonowały ludobójstwa w koloniach twierdząc, że mordowani i tak zostaliby skazani na zagładę przez naturę. Mamy także konkretne przykłady terroru kolonializmu, jak historia afrykańskiej ekspedycji Henry'ego Mortona Stanleya, dokonania generała Kitchenera pod sudańskim Omdurmanem czy bezlitosne podbicie przez Wielką Brytanię Beninu. Lindqvist przytacza na przykład historię jak wynalazek szkockiego chirurga J.B. Dunlopa, który w 1887 roku wpadł na pomysł, by dziecinny rower swojego synka wyposażyć w nadmuchiwaną dętkę, co zwiększyło popyt na kauczuk, przyczynił się do terroru i wyzysku w belgijskiej kolonii w Kongu. Podobnych historii w książce szwedzkiego dziennikarza i doktora historii literatury jest więcej. „Wytępić całe to bydło" to zbudowany na pograniczu różnych gatunków, trudny i przytłaczający, kawał prozy. Tytuł książki jest zapożyczeniem z opowiadania Josepha Conrada „Jądro ciemności". Kurtz, główny bohater „Jądra ciemności", kończy swój raport o niesieniu cywilizacji wśród dzikich w Afryce takim właśnie postscriptum - „exterminate all the brutes", czyli „wytępić całe to bydło". Opowiadanie Josepha Conrada patronuje prozie Svena Lindqvista. Szwedzki pisarz zwraca uwagę na to, że problem, który porusza Conrad w „Jądrze ciemności", czyli zbrodnie Europejczyków, spotyka się w europejskim świecie z wymownym milczeniem. Z prozaicznej przyczyny. Jesteśmy przyzwyczajeni do wizji Europy jako ojczyzny humanizmu, dobrobytu i demokracji. Na takim tle Holokaust jawi się jako zjawisko wyjątkowe i niezrozumiałe. Według Lindqvista należałoby zdjąć z niemieckich pleców ciężar samotnego niesienia odpowiedzialności za ludobójstwo, gdyż masowe zbrodnie były udziałem całego Starego Kontynentu. Brytyjczycy, Belgowie, Francuzi i pozostałe potęgi kolonialne popełniały masowe zbrodnie, gdy Adolf Hitler był dzieckiem. To w okresie dzieciństwa Hitlera stworzono filozofię unicestwienia „ras podrzędnych" w celu poszerzenia przestrzeni życiowej dla „ras wyższych". Holokoaust jest wielką tragedią w historii ludzkości, ale jak słusznie zauważa Lindqvist, jego wyjątkowość polega głównie na tym, że miał miejsce w sercu Europy. „Wytępić całe to bydło" Svena Lindqvista to ważna książka. Warto przeczytać. Polecam.
wtorek, 22 czerwca 2010
czwartek, 27 maja 2010
Saluto
![]() |
Spóźniony post majowy. Nie oznacza to jednak, że w jakiś sposób olewam bloga. Wszystko przez wiosnę. Zdecydowanie wolę korzystać z faktu, że pogoda dopisuje, niż siedzieć przed monitorem. Na blogowanie przyjdzie czas, teraz lepiej planować wakacje. W tym celu sprawiłem sobie mapę świata. Cały czas się w nią wpatruję i nie mogę się oderwać. Magnetycznie mnie przyciąga. I co mam z tym fantem zrobić?
czwartek, 20 maja 2010
Połów łososia w Jemenie
Nie jestem wielkim fanem beletrystyki, ale książkę Paula Tordaya „Połów łososia w Jemenie", którą ostatnio przeczytałem, uważam za rewelacyjną. Fabuła książki idealnie wpisuje się w obecne zamieszanie wokół Dubaju i szalonych pomysłów bliskowschodnich szejków. W powieści autor kreśli postać jemeńskiego szejka Muhammada ibn Zaidiego bani Tihamy, człowieka niezwykle bogatego, który ma szczególne wyobrażenie o społecznej roli wędkarstwa. Według szejka ludzie łowiący ryby nad rzeką stają się sobie równi, co w muzułmańskim Jemenie, gdzie wciąż obowiązują struktury plemienne, nie jest oczywiste. Szejk wpada więc na pomysł zarybienia jemeńskich rzek łososiem właśnie, co będzie czynem wielkim i chwalebnym, wówczas bowiem Jemeńczycy będą mogli się bratać jak równy z równym. Zwraca się o pomoc do brytyjskiego Państwowego Ośrodka Badawczo - Rozwojowego Rybołówstwa, gdzie za sprawą forsy szejka, sprawa nabiera znaczenia międzynarodowego. Realizacja pomysłu zostaje powierzona ichtiologowi Alfredowi Jonesowi, który pozostaje sceptyczny wobec planu szejka, ale przymus przełożonych sprawia, że podejmuje się zadania. Z jakim skutkiem? Jeśli to kogoś interesuje to polecam książkę Paula Tordaya „Połów łososia w Jemenie". Czy tym podobne szalone pomysły bliskowschodnich szejków mają szansę realizacji? W ostatni wtorek w Dubaju uroczyście oddany został do użytku najwyższy budynek świata Burj Dubai. Budynek ma 828 metrów wysokości i 200 pięter. Budowa dubajskiego kolosa trwała od 2004 roku, większość jego powierzchni zajmują mieszkania i pokoje hotelowe. Otwarcie odbyło się z wielką pompą, by przyćmić finansowe kłopoty z ukończeniem budowy Dubai World, projektu 300 małych sztucznych wysepek w kształcie kontynentów. Nie byłem nigdy w Dubaju. Czytam o tym w prasie i na blogu Mike, który tam mieszka od kilku lat. Książkę Paula Tordaya polecam, sam z niecierpliwością czekam na ekranizację. W filmie ponoć wystąpią Ewan McGregor, Kristin Scott Thomas i jedna z najpiękniejszych aktorek, Emily Blunt. Saluto.
wtorek, 20 kwietnia 2010
Rebel Vintage Shop
Jak spędzić twórczo niedzielę? Fotografować. Wczoraj robiłem zdjęcia dla Rebel Vintage Shop i wciąż się dziwię ile czasu i pracy trzeba włożyć, aby zrobić kilkanaście zdjęć mody. Efekty można ocenić na stronie internetowej sklepu. Kupujcie ciuchy vintage. Kupujcie sukienki. Tymczasem w prawdziwym życiu coraz mniej czasu na książki i filmy, za to więcej na zabawy na świeżym powietrzu. Wiosna się zbliża. Endorfiny buzują. Saluto.
czwartek, 15 kwietnia 2010
Imperium kontratakuje
Witajcie w raju - taki slogan mógłby witać przybyszy. Turks i Caicos to malowniczy karaibski archipelag złożony z 8 dużych i 40 małych wysp leżących na południowy wschód od Bahamów. W sierpniu tego roku karaibskie wyspy, niegdyś brytyjskie kolonie, ponownie znalazły się pod kontrolą Wielkiej Brytanii. Wyspy te dostrzegł już w 1492 roku Krzysztof Kolumb, odkryte zostały w 1512 roku przez Juana Ponce de Leóna, ale aż do 1678 roku nie były zamieszkane. W latach 1766-1976 archipelag był kolonią brytyjską, w okresie 1873-1962 zarządzany przez brytyjskiego gubernatora Jamajki. Od 1976 roku wyspy cieszyły się samodzielnością, pozostając terytorium zależnym Wielkiej Brytanii. Jednak w sierpniu Brytyjczycy ponownie przejęli władzę nad wyspami, a było to tym łatwiejsze, że politycy tych wysp okazali się chronicznie nieudolni i skorumpowani. Ponadto wpływ na decyzję Brytyjczyków miał niepodważalny fakt, że wyspy były podatkowym rajem, a podłamana kryzysem gospodarka brytyjska szuka środków do załatania dziur w budżecie państwa. Władze wysp Turks i Caicos doskonale wpisują się w koncepcję V.S. Naipaula, według której dawne kolonie to fantomy, które nie mają własnej tożsamości i niewolniczo naśladują wzorce z metropolii. V.S. Naipaul, pochodzący z Trynidadu brytyjski pisarz o hinduskich korzeniach, laureat nagrody Nobla z 2001 roku, ma dostateczny życiorys, który uwierzytelnia go jako ważnego komentatora postkolonialnej historii. Opublikowana w 1967 roku powieść „Marionetki” była dla wielu czytelników wstrząsem. Odmalowana w powieści postokolonialna rzeczywistość to obraz przygnębiający. Diagnoza Naipaula jest jednoznaczna: wraz z wyjściem władzy brytyjskiej w nowo powstałych państwach pojawia się próżnia, której nie sposób zapełnić. Panuje anarchia. To, co było postrzegane jako bohaterski opór wobec kolonizatorów, po wyzwoleniu okazuje się bezmyślnym awanturnictwem. Represyjny porządek zostaje zastąpiony represyjnym chaosem. Gorzkie wnioski Naipaula wyrastają z doświadczeń życia na Karaibach, gdzie trudno mówić o pierwotnej kulturze regionu, gdyż rdzenni mieszkańcy tych ziem niemal doszczętnie zniknęli z powierzchni ziemi. Ci, którzy zamieszkują te tereny obecnie to stosunkowo niedawni przybysze, potomkowie kolonizatorów i afrykańskich niewolników. Turks i Caicos. Już same nazwy wysp archipelagu brzmią tajemniczo i pociągająco. Czy pod rządami Wielkiej Brytanii staną się miejscem dobrze funkcjonujących instytucji i prawa? Ciekawe jakie zdanie miałby na ten temat Niall Ferguson, autor książki „Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat”. Książka Fergusona i powieść Naipaula to obowiązkowe lektury dla tych, których interesuje kolonializm i jego następstwa. Saluto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

