sobota, 15 stycznia 2011

Greetings from London



Imperium Brytyjskie rządziło jedną czwartą światowej populacji i zajmowało taką samą część powierzchni ziemi. Archipelag deszczowych wysp na północno - zachodnim wybrzeżu Europy był największym imperium w dziejach ludzkości. To fakt, któremu nie można zaprzeczyć. Drugi fakt jest taki, że kuchnia brytyjska świata nie podbiła, chyba, że mamy na myśli brytyjskie śniadania dostępne pod każdą szerokością geograficzną. Fanem brytyjskiej kuchni nie jestem i raczej takim nie zostanę. Nawet będąc w Londynie preferuję włoskie knajpki i chińskie restauracyjki, ostatecznie sieciowe bary z kanapkami. Anthony Bourdain, jeden z najbardziej znanych kucharzy na świecie, gospodarz programu Bez rezerwacji", uważa, że jeśli chce się poznać jakieś miejsce, to należy zjeść w lokalnej knajpie z miejscowymi bywalcami. Zgadzam się z tym poglądem, ale bardzo dziękuję za brytyjską kuchnię. Według mnie brytyjska kuchnia zdecydowanie nie jest wielka". Saluto.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Na południowym brzegu Tamizy

Według Stowarzyszenia Brytyjskiego Piwa i Pubów w Wielkiej Brytanii każdego dnia zamyka się 5 pubów. Jest to spowodowane kryzysem finansowym na świecie, który mocno odbił się na brytyjskiej gospodarce. Jeśli tempo zamykania pubów się utrzyma, to za około 25 lat znikną one całkowicie z brytyjskiego horyzontu. Co zatem wypada uczynić będąc w Londynie? Prewencyjnie napić się piwa w pubie. Na fotografii powyżej knajpa gdzieś w Southwark, na południowym brzegu Tamizy. Saluto.

czwartek, 16 grudnia 2010

Made in Asia

Patrzę z uwagą na metki. Koszulka, którą mam na sobie, została wyprodukowana w Bangladeszu, spodnie w Wietnamie, gacie i skarpety w Kambodży. Komputer, na którym wystukuję ten tekst, zbudowano w Chinach. Lustrzanka cyfrowa, której zazwyczaj używam, została wyprodukowana w Tajlandii. Co to oznacza? Odpowiedź, że jest to obniżenie kosztów produkcji przez przeniesienie jej tam, gdzie jest tania siła robocza, jest półprawdą i uproszczeniem. Faktycznie oznacza to, cytując określenie Nialla Fergusona, przesunięcie ekonomicznego punktu ciężkości z Zachodu na Wschód" i jednocześnie koniec wielowiekowej dominacji państw zachodnich w światowej gospodarce. A to dopiero początek. Azjaci, szczególnie Chińczycy, przestali być producentami taniej tandety. Inwestują w nowe technologie i w wielu dziedzinach zaczynają wyprzedzać państwa zachodnie. Zakładając, że gospodarka światowa to gra o sumie zerowej, gdzie zysk jednych oznacza stratę dla drugich, nie wygląda to optymistycznie dla Zachodu. Paradoksalnie ów punkt ciężkości został przesunięty wskutek faktu, że państwa zachodnie odchodzą od filarów mądrości gospodarczej wyznawanych przez wieki, takich jak pragmatyzm i rozsądna polityka gospodarcza, tymczasem państwa azjatyckie, dzięki ukierunkowaniu na te filary, notują rekordowe wzrosty gospodarcze. Obecny kryzys finansowy, o czym piszą ekonomiści i politolodzy, jest skutkiem zauroczenia się Stanów Zjednoczonych ideologią nieskrępowanego wolnego rynku i nadmiernie rozdmuchaną konsumpcją. Kryzys bardzo szybko przelał się na inne zachodnie państwa, ściśle powiązane gospodarczo z USA. Tymczasem w państwach azjatyckich, które notują wzrost i opierają się kryzysowi, udało się połączyć kapitalizm z rozsądną kontrolą ze strony rządów. Także ogromne inwestycje, które przeznaczają państwa Azji w rozwój nowoczesnych technologii, powinny skłonić rządy państw zachodnich do przemyśleń na temat swej polityki gospodarczej. Gdy uczelnie techniczne w Azji pękają w szwach od nadmiaru studentów, na Zachodzie brak jest chętnych do nauki. Powód jest prozaiczny: brak inwestycji oznacza w prosty sposób brak możliwości rozwoju. Gdy wybuchł kryzys wieszczono, że rozleje się na cały świat, tymczasem gospodarki państw azjatyckich przyśpieszyły, nastawiając się na popyt wewnętrzny i inwestycje w nowe technologie. Dzisiaj, odwrotnie niż przez wieki, świat zachodni powinien uczyć się od Azji jak poprawnie zarządzać gospodarką. Pomijam tutaj kwestie wolności i praw człowieka, które są argumentem przeciwko azjatyckiemu modelowi gospodarki. Azjaci, których znam, bardzo często tyrają od rana do wieczora, jednak nie słyszałem, by ktoś z nich narzekał. Co zatem? Pozostaje wierzyć, że renesans następuje po średniowieczu cyklicznie, szczególnie w gospodarce. Oby rację miał Jeremy Rifkin, ekonomista i politolog, który twierdzi, że już wkrótce czeka nas trzecia rewolucja przemysłowa. Rewolucja, która stworzy nowe miejsca pracy w trzecim sektorze" gospodarki wolnorynkowej, czyli w usługach socjalnych i komunalnych. Czy to jednak zbytnio nie zalatuje utopijną wizją państwa bezklasowego forsowaną przez faceta, który nazywał się Karol Marks? Mam nadzieję, że nie. Saluto.

czwartek, 9 grudnia 2010

Backstage

Przede wszystkim dziękuję za maile i jednocześnie przepraszam, że nie odpisałem na wszystkie. Starałem się za to, by na blogu pojawiały się w miarę możliwości ciekawe wpisy. Hongkong, Tajlandia, Laos i Wietnam. Zabrakło czasu, by zajrzeć do Kambodży i Makau, co może być dobrym pretekstem, by tam powrócić. Tymczasem trzeba się na nowo zorganizować i odpowiedzieć sobie na ważne i zasadnicze pytanie: co dalej? Saluto.

sobota, 27 listopada 2010

Hongkong





Hongkong to miejsce, gdzie przybysz z Zachodu może zobaczyć przyszłość, która wydarzyła się bez niego. Ponoć zmiany fizyczne w Hongkongu dzieją się tak szybko, że jeśli porównać zdjęcia z lat osiemdziesiątych a współczesne, to trudno będzie uwierzyć, że przedstawiają one to samo miasto. Chińczycy nigdy nie mieli zwyczaju budowania miast, jako magazynów pełnych pomników historii, które należy przekazać następnym pokoleniom. Hongkong to nie Rzym czy Paryż. Hongkong to miasto przyszłości. Jutro już tam jest. A jeszcze dekadę temu wieszczono szybki koniec temu miastu. W listopadzie 1982 roku brytyjska premier Margaret Thatcher negocjowała z chińskim przywódcą Deng Xiaopingiem przekazanie zwierzchnictwa nad miastem na powrót Chinom. Ostra wymiana zdań pomiędzy Thatcher a Xiaopingiem odbiła się echem w mediach na całym świecie. Wychodząc z Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie premier Thatcher potknęła się i upadła. Mieszkańcy Hongkongu odczytali to jako złą wróżbę. Światowe media snuły czarne wizje. Dnia 26 września 1984 roku Chiny i Wielka Brytania podpisały deklarację, na mocy której Hongkong miał zostać przekazany pod zwierzchnictwo Chińskiej Republiki Ludowej. Zgodnie z tym, co zapisano w owej deklaracji, w dniu 1 lipca 1997 roku, ostatni brytyjski gubernator Hongkongu Chris Patten opuścił brytyjską flagę, kończąc tym samym ponad 150-letnią kolonizację wyspy przez Wielką Brytanię. Hongkong znalazł się pod brytyjskim władaniem w 1842 roku, po I wojnie opiumowej, gdy cesarskie wówczas Chiny uległy zachodnim potęgom. Z małej wioski wyrósł ważny port przeładunkowy. Od tego momentu aż po dzień dzisiejszy Hongkong nieustannie się rozwija, niezależnie czy pod władaniem Brytyjczyków czy Chińczyków. Mieszkańcy Hongkongu, tak jak ich ukazał w swych powieściach James Clavell, to cwana ferajna, która potrafi zadbać o własne interesy. Pieniądze, kasa, szmal, mamona. Dlatego właśnie współcześni mandaryni z Pekinu nie ingerowali w gospodarkę Hongkongu, nie chcąc zabić kury znoszącej złote jajka. Tymczasem zdjęcia z aparatów jednorazowych. Szybko mogą stać się nieaktualne, gdyż jutro w Hongkongu już tam jest.