poniedziałek, 15 lipca 2013

Tyle dróg budują, tylko nie ma dokąd iść







Jan Himilsbach jak nikt inny potrafił trafnie skomentować to, co nas otacza. On sam, a tym bardziej jego puenty, wprowadzały w rzeczywistość element bajkowy. Gdyby nie był postacią prawdziwą to należałoby go wymyślić. Jak stwierdził tyle dróg budują, tylko, kurwa, nie ma dokąd iść". Jest w tym racja do cholery. Tymczasem w prawdziwym życiu Miami Heat pokonali San Antonio Spurs w finale NBA i zdobyli drugie z rzędu mistrzostwo. Drużyna z Miami dołączyła do grona zaledwie pięciu klubów, które zdołały obronić mistrzowski tytuł. Czy Heat zbliżą się do osiągnięć Celtics, Lakers czy Bulls i stworzą w Miami dynastię? Czy LeBron James zostanie, o czym zapewne marzy, najlepszym graczem w historii, odbierając ten tytuł swojemu i mojemu idolowi Michaelowi Jordanowi? Czas pokaże. Tegoroczny finał NBA, rozegrany pod koniec czerwca, można zaliczyć do najwspanialszych w historii. Co ponadto? Pakuję graty i jadę do siostry na wieś. Saluto.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Muzyka, blunty i słodycze







Rapowe imprezy w rodzinnym Koninie. Kiedy? Pierwsze były 17 lat wstecz. Szmat czasu. W ostatnią sobotę byłem na takowej, pierwszej od wielu lat. Takie deja vu? Ludzie, których znasz, ale nie pamiętasz imion ani ksywek? Rozmowy o tym co się wydarzyło. Skrócone życiorysy. Przybite piątki. Dobrze było. Impreza na tysiąc pięćset sto dziewięćset. Czas nas zmienił Chłopaki, ale rap wciąż gra. W górę serca. Saluto. 

sobota, 8 czerwca 2013

Poczta do nigdy nigdy. Reporter w kraju koala i białego człowieka

We wstępie swojej książki Poczta do nigdy nigdy. Reporter w kraju koala i białego człowieka" Lucjan Wolanowski przytacza starą japońską maksymę, że lepiej raz zobaczyć niż tysiąc razy usłyszeć". Odnosi się to także do jego reportaży, faktu, że żadna lektura nie zastąpi tego, co człowiek sam przeżyje. I namawia do podróży. W książce Poczta do nigdy nigdy. Reporter w kraju koala i białego człowieka" Wolanowski odkrywa dla siebie i czytelników Australię. Odkrywa to właściwie słowo, gdyż Wolanowski podróżował po kontynencie australijskim w latach 60-tych XX wieku, w czasach, gdy niewielu polskich podróżników włóczyło się po państwie położonym dalej niż daleko". Dzisiaj, ponad pięćdziesiąt lat po tym jak po Australii szwendał się Wolanowski, najcieplejszy kontynent świata wygląda zapewne inaczej. Nadejdzie dzień, gdy się o tym przekonam. Saluto. 

niedziela, 26 maja 2013

Ocean nie bardzo spokojny

Ryszard Kapuściński jeździł po Afryce, Ameryce Łacińskiej i Bliskim Wschodzie, natomiast Lucjan Wolanowski wędrował w dalekim rejonie Australii, Oceanii i Dalekiego Wschodu. Obaj opisywali swe doświadczenia, obserwacje i wnioski. Obaj byli świadkami historii". Kapuścińskiego znają wszyscy, Wolanowskiego niekoniecznie. A szkoda. Lucjan Wolanowski podróżował do miejsc o których nie śniło się mu ówczesnym. I swe relacje przelewał na papier, początkowo jako reporter magazynów Świat" i Dookoła Świata", a następnie jako autor poczytnych książek podróżniczych. W latach 60-tych zeszłego wieku odbył wiele podróży dookoła świata, był stałym korespondentem i autorem reportaży o zwalczaniu chorób tropikalnych i handlu między innymi w Australii, na Filipinach, w Tajlandii, Hongkongu, Sarawaku, Sabah i Brunei. Odbywał swe podróże w czasach, gdy dla większości Polaków uzyskanie paszportu było nie lada wyzwaniem. Książka Ocean nie bardzo spokojny" to zapis z podróży w rejon Pacyfiku. Miejsca takie jak Bora Bora, Fidżi, Nowa Kaledonia, Tahiti, ale także Nowa Zelandia, Singapur czy Hongkong to również dziś marzenie niejednego powsinogi. Także autora tego bloga. Ocean nie bardzo spokojny" to kolejna książka Wolanowskiego, którą kupiłem w antykwariacie za parę złotych. Polecam bardzo. Fajny styl pisania, luz, a nawet lekka naiwność w odkrywaniu i opisywaniu świata to najbardziej pożądane cechy tego gatunku literatury. Szczególnie w dzisiejszych czasach takie książki to rarytas, gdy współcześni pisarze i podróżnicy, z wielką powagą opisują swoje przysłowiowe przygody gdzieś na krańcach świata. Tylko po co i dla kogo? Wystarczy chwilę poklikać, by stać się posiadaczem biletu lotniczego i w kilka może kilkanaście godzin samemu doświadczyć, co mają do zaoferowania przysłowiowe tropiki". Świat się skurczył. Także tym bardziej polecam książki Lucjana Wolanowskiego. To fajna literatura. Saluto.

czwartek, 16 maja 2013

Rouleur








Wiosenne dni. Ciepłe i słoneczne lub pochmurne i dżdżyste. Dla mnie obojętne. Cieszy fakt, że zima już minęła. Wiosna to moja ulubiona pora roku. Co słychać? Oglądam relacje z Giro d'Italia. Media, czy to prasa czy telewizja, skupiają się na tym, jak radzi sobie na włoskich drogach Bradley Wiggins. Brytyjczyk po zeszłym sezonie, w którym wygrał Tour de France i zdobył złoty medal olimpijski, jest faworytem na wszystkie Wielkie Toury tego sezonu. Jednak w tegorocznej edycji Giro d'Italia Anglikowi się nie wiedzie, zaskakuje słabszą formą i przydarzają mu się kraksy. Ja trzymam kciuki za klubowego kolegę Wigginsa, Kubańczyka Rigoberto Urana. Co ponadto? Masowo ściągam francuskie filmy sensacyjne z internetu. Czy ktoś wie dlaczego polskich dystrybutorów nie interesuje francuskie kino sensacyjne? A skoro jestem w tematyce kina to ponoć Sasha Grey zakończyła karierę filmową. Mam nadzieję, że to nieprawda i moja ulubiona aktorka jeszcze wiele sezonów będzie rozświetlała mały ekran. Co jeszcze nowego? Czytam kilka książek na raz i trochę się gubię w wątkach. Rozgrzebałem Zaginione białe plemiona" Riccardo Orizio, Ducha króla Leopolda" Adama Hochschilda i Wysokiego. Śmierć Camerona Doomadgee" Chloe Hooper. I tyle. Na powrót w Polsce. Sam nie wiem czy na chwilę, czy na dłużej. Saluto.