niedziela, 26 października 2014

Publikacja w Monitor Magazine



W kiosku w pobliżu domu. Na półce z gazetami w ulubionym markecie. W salonie prasowym. Nowy numer Monitor Magazine" jest w sprzedaży, a w nim nasz fotoreportaż z Kuby, wyspy jak wulkan gorącej. Nasz, czyli mój i Macieja Sypniewskiego. Opublikowanych zostało dziesięć zdjęć, z czego osiem jest mojego autorstwa, a dwa są z portfolio Macieja. Na Kubie byliśmy w 2008 roku, tuż po powrocie Maciej za swoje fotografie zgarnął nagrodę w konkursie Viva! Press Photo. Monitor Magazine" to ambitny magazyn lifestylowy, którego jestem zagorzałym czytelnikiem. Mam wrażenie, że jest wzorowany na brytyjskim magazynie Monocle", jednak czerpać z dobrych wzorców to nic złego. Cieszy mnie fakt, że został w nim opublikowany ten materiał. Publikacje, tym bardziej na papierze, to fajna sprawa. Chcę to robić. Saluto.

niedziela, 28 września 2014

Być jak Keith Richards








Jesień nastała, wyszukałem ciepły sweter w szafie. Wracam do biegania po długiej przerwie. Mam nadzieję, że wywoła to przypływ endorfin. Wśród czynników mających wpływ na wprowadzenie organizmu w stan euforyczny, oprócz sportu, są oczywiście narkotyki, sex i alkohol. Biegam, bo nie mam takiego zdrowia jak Keith Richards, choć przyznam, że chciałbym. Byłoby więcej wspomnień.
Co słychać? Jestem pod wrażeniem dzisiejszego zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego w wyścigu ze startu wspólnego mistrzostw świata w hiszpańskiej Ponferradzie. Czy po tegorocznych dokonaniach Rafała Majki, zarówno w Tour de France, jak i w Tour de Pologne, a także dzisiejszym złocie dla Kwiatkowskiego, można zaryzykować stwierdzenie, że nadeszła złota era polskiego kolarstwa? Mam taką nadzieję. Co ponadto? Oglądałem walkę Floyda Mayweathera Jr z Marcosem Maidaną. Amerykanin obronił cztery mistrzowskie tytuły, zdobyte w ramach różnych federacji. To był drugi pojedynek Mayweathera Jr z argentyńskim pięściarzem Maidaną. Pierwszy, rozegrany zaledwie kilka miesięcy wcześniej, także był zwycięski dla Amerykanina. Po walce Floyd Mayweather Jr nie wykluczył, że kolejnym jego przeciwnikiem będzie Filipińczyk Manny Pacquiao. Money", jak sam siebie nazywa Mayweather, jest obecnie najlepiej zarabiającym sportowcem na świecie. Gdyby doszło do jego walki z Pacquiao, Amerykanin zarobiłby w całej pięściarskiej karierze ponad 600 mln dolarów. Coś jeszcze? Skoro jestem przy temacie sportu i pieniędzy, to już za miesiąc startuje kolejny sezon ligi milionerów, czyli NBA. Czy San Antonio Spurs są w stanie obronić mistrzowski tytuł? W jakiej formie będzie Kobe Bryant? Jaki to będzie sezon dla Kevina Duranta i ekipy z Oklahomy? Czy powrót LeBrona Jamesa do Cleveland stawia Cavaliers w gronie faworytów? Co dla New York Knicks oznacza wybór na prezesa klubu Phila Jacksona? Ile kar otrzyma w tym sezonie Mark Cuban, właściciel Dallas Mavericks? Czy Derrick Rose jest w stanie poprowadzić Chicago Bulls do zwycięstwa w lidze? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań tuż po rozpoczęciu 69-ego sezonu ligi NBA.  
Na fotografiach dokumentacja ostatnich tygodni. Jestem w Polsce. Czy zostanę w kraju na dłużej czy jest to tylko krótki pobyt? Tego nie wiem. Kilkukrotnie wyjeżdżałem z myślą, że zostanę gdzieś na zawsze", tymczasem życie napisało inny scenariusz. Jak będzie tym razem, to się okaże. Saluto.

wtorek, 9 września 2014

Tatry









Kapela góralska, bez większego entuzjazmu, zarzyna jakieś kawałki. Goście w knajpie, wyraźnie znudzeni, popijają różne trunki. Mam wrażenie, że jestem jednym z nielicznych, który w tym towarzystwie ma jakąś frajdę. Mnie osobiście radość sprawia kwaśnica, którą smakuje po raz pierwszy. Tydzień wakacji na Podhalu. Nie będę się rozpisywał, bo znawca gór ze mnie żaden, ale wierzę, że prawdziwy klimat Tatr jest poza tą cepelią, której jestem świadkiem. Wędrówki po szlakach sprawiają mi radość tylko wówczas, gdy nie muszę się przepychać przez tłumy. Wiem jedno, należy trzymać się z dala od turystycznych miejsc na mapach. Foto - dokumentacja z krótkiej wizyty u podnóża Tatr.
Zostałem sprzedany, choć nie znam ceny. Czytelnik może się zdziwić, gdy wpisze adres bloga, a jako pierwszy post ukaże się teledysk nieznanej mu, a także mi dyskotekowej kapeli. Z tego co wyczytałem, portal eMuzyka wykupił kampanię reklamową w blogerze i promuje swoich podopiecznych wrzucając ich video nieświadomym niczego autorom blogów, takim jak niżej podpisany.

niedziela, 10 sierpnia 2014

W krwiobiegu wielomilionowej metropolii

Gdzie jest centrum Londynu do cholery? Jakiś punkt na mapie miasta do którego mógłbym się odnieść? Rozpocząć lub zakończyć dzień? Czy taki punkt to zatłoczona Oxford Street, gdzie każdego dnia miliony klientów nabywają od milionów sprzedawców miliony dóbr za kwoty przekraczające łącznie miliony funtów? A może centrum to City, gdzie sklonowana armia białych kołnierzyków maszeruje rytmicznie do taktu zegarów giełdy? Czym zatem dla brytyjskiej stolicy będzie Trafalgar Square? Jedynie placem miejskim z pomnikami zasłużonych Brytyjczyków? Cały świat zna Piccadilly Circus, więc może to jest punkt centralny Londynu? A może powinienem się odnieść do miejsc, wzdłuż których przepływa Tamiza? Ktoś zauważy, że wszystkie miejsca, które wymieniłem, są jedynie atrakcją dla turystów, serce prawdziwego Londynu być może jest w innym miejscu. Więc ponownie zapytam, gdzie to centrum? Nawet gdybym zrobił spis niemal wszystkich dzielnic, to i tak nie miałbym pewności, czy nie pojawiłby się ktoś, kto by twierdził, że centrum Londynu jest w innym miejscu. Wszystko to przez ogrom brytyjskiej stolicy, bezmiar miasta, który może wywoływać lęk i niepewność, nawet wśród samych mieszkańców. Peter Ackroyd, autor książki Londyn. Biografia", twierdzi, że żyć w Londynie, to jakby poznać granice ludzkiego istnienia. W mieście, w którym wszystko jest kolosalne, zwykłe ludzkie istnienie wydaje się być nieciekawe i nieważne, a sami mieszkańcy przypominają widma, które jedynie przemieszczają się po ulicach. Jest w tym sporo prawdy. Jedną z charakterystycznych cech mieszkańców Londynu jest wyraz zmęczenia na twarzy, gdyż faktyczne, codzienne poruszanie się po mieście, jest zajęciem wyczerpującym. Nie wyobrażam sobie nawet, jak wyglądałoby życie mieszkańców takich metropolii jak Londyn właśnie, gdyby nie istniał transport publiczny, który jest niczym układ krwionośny, bez którego życie by zanikło. Dotyczy to każdej wielomilionowej metropolii na świecie. 
          

W XIX wieku Londyn przeżywał niebywały rozkwit. Rozwój miasta odbywał się tak szybko, że w pewnym momencie nie było możliwości, by przejść je całe na piechotę. Przełomem okazało się powstanie kolei. Pierwszy dworzec, Euston, uroczyście otwarto w 1837 roku. Krótko po tym powstały kolejne stacje, takie jak Waterloo, King's Cross, Victoria czy Paddington. W latach 1852 - 1877 powstała sieć kolejowa, która oplotła cały Londyn. Dzisiaj, 150 lat później, sieć kolejowa brytyjskiej stolicy wciąż jest w użytku. W czasie, gdy je budowano, dworce kolejowe stały się pałacami wiktoriańskiej wynalazczości i pomysłowości, wzniesione przez społeczeństwo trawione obsesją prędkości i ruchu. Londyn był wówczas centralnym miastem kraju, a także jednym z najważniejszych punktów na mapie handlowej świata. Gdy w 1838 roku brytyjski malarz William Powell Frith wystawił swój obraz The Railway Station", przedstawiający dworzec Paddington, dzieło trzeba było chronić przed naporem entuzjastycznego tłumu. Obraz przedstawia masy podróżnych na dworcu kolejowym, co doskonale oddaje ogrom kolejowego szaleństwa. Do 1849 roku parlament brytyjski wydał zgodę na budowę 1071 odcinków kolejowych, zdecydowana większość w samym Londynie. Rozwój kolei miał ogromny wpływ na wizerunek brytyjskiej stolicy, by mogły powstawać trasy kolejowe wyburzono tysiące domów, wysiedlając przy tym ponad 100 tysięcy osób, jednocześnie nastąpił rozkwit przedmieść, takich jak Kilburn, Willesden czy Fulham, gdzie mogli zamieszkać ci, którzy dawniej mieliby zbyt daleko do pracy. Oczywiście koleje nie były jedyną formą transportu publicznego. Również intensywnie rozwijał się transport uliczny, po ulicach przemieszczały się omnibusy, tramwaje, samochody, furmanki i dorożki. Obserwując londyńskie ulice można było odnieść wrażenie, że wszystkie te pojazdy płyną ulicami miasta w jakieś symbiozie. Jednak żaden opis transportu publicznego w Londynie nie byłby pełny bez opisu kolei podziemnej, czyli metra.
Idea podziemnego transportu pojawiła się w połowie XIX wieku, jednak początkowo budziła wiele zastrzeżeń. Obawy dotyczyły przede wszystkim bezpieczeństwa, i to zarówno na powierzchni, jak i pod ulicami brytyjskiej stolicy. Jednak w 1860 roku projekt metra został ostatecznie zatwierdzony. Pierwszy odcinek został wybudowany na trasie Paddington - Farrington. Był to wielki triumf wiktoriańskiej energii, przedsiębiorczości i pomysłowości. W dniu otwarcia pierwszego odcinka, na stacji Ferrington, pojawiły się tłumy londyńczyków, kobiety ubrane w balowe suknie, mężczyźni radośnie wymachiwali cylindrami. Widok wagonów kolejowych znikających pod ziemią budził w ówczesnych czasach prawdziwą sensację. Na przełomie XIX i XX wieku powstał kształt sieci metra, którą znamy obecnie. Sukcesywnie powstawały kolejne linie metra, a pod ulicami Londynu powstały labirynty, którymi każdego dnia przemieszczało się miliony londyńczyków. I tak jest obecnie. Pierwsze odcinki budowano metodą wykopu i przykrycia, dopiero w 1890 roku zdecydowano się na wiercenie tuneli, dzięki czemu metro zasłużyło sobie na nazwę the tube", jak w języku potocznym nazywa się londyńską kolej podziemną po dziś dzień.
Jak istotny dla metropolii takiej, jak Londyn, jest transport publiczny, miałem okazję przekonać się podczas strajku generalnego pracowników metra. Czas podróży z domu do pracy, z Dollis Hill do Oxford Circus, zwiększył się z jednej godziny do niemal czterech. Tyle samo wynosił czas podróży powrotnej. Wówczas to, po raz kolejny, zamarzyłem o życiu na wsi, z dala od zgiełku wielkiej metropolii. Chyba się starzeję. Saluto.    

poniedziałek, 28 lipca 2014

Albumy z mojej biblioteki: War

100 lat temu, 28 lipca 1914 roku, Austro - Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, po czym sieć wzajemnych sojuszy i powiązań państw zaczęła działać i w ciągu kilku dni kontynent europejski stał się areną konfliktu o niespotykanej dotąd skali, który przeszedł do historii jako I wojna światowa. Bezpośrednim powodem wypowiedzenia wojny był zamach na arcyksięcia Austro - Węgier, Franciszka Ferdynanda, dokonany w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku, przez serbskiego nacjonalistę Gawriło Principa, jednak dzisiaj, wielu historyków uważa, że grunt pod wojnę totalną był przygotowywany na długo wcześniej, a sam zamach był jedynie zapalnikiem, który sprowokował wybuch konfliktu. I wojna światowa była konfliktem między państwami na niespotykaną wcześniej skalę, pociągnęła za sobą milionową liczbę ofiar, trwała 4 lata, a po jej zakończeniu świat, szczególnie Europa, która była areną konfliktu, nigdy nie wyglądał już tak samo. Jednak, o czym świadczy 20 lat później wybuch kolejnego konfliktu światowego, człowiek nigdy nie wyciągnął z tej tragedii wniosków, a wojna, jak zjawisko społeczno - polityczne, konflikt między narodami, państwami lub grupami etnicznymi, jest i będzie zawsze obecny w historii ludzkości. 
Wśród książek fotograficznych, które mam w swojej bibliotece, jest wielkie, pod względem gabarytowym i tematycznym, wydawnictwo War", zbiorowy materiał agencji fotograficznej VII. Album jest zapisem fotograficznym konfliktów zbrojnych prowadzonych w różnych miejscach świata, jako amerykańskiej wendety za zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku. Wydany w 2004 roku przez nowojorskie wydawnictwo de.Mo album to książka niezwykła, przede wszystkim ze względu na treść, ukazuje bowiem działania zbrojne i ich krwawe konsekwencje. Jednak, co według mnie najważniejsze, mimo amerykańskiej propagandy, że konflikty w Afganistanie i Iraku, to wojna z terrorystami, oglądając fotografie z książki War", nie można pozbyć się wrażenia, że to Amerykanie i ich sojusznicy, są tu agresorem i okupantem. Album agencji VII jest wyjątkowy także ze względu na skład fotografów, który opublikował w nim swój materiał. Wśród nazwisk znajdziemy takie tuzy fotoreportażu, jak Antonin Kratochvil, Christopher Anderson, Alexandra Boulat, Lauren Greenfield, Ron Haviv, Gary Knight, Christopher Morris, James Nachtwey i John Stanmeyer. Dzisiaj, 10 lat od wydania albumu, agencja VII działa w zmienionym składzie, a wielu fotografów, których nazwiska wymieniłem powyżej, nie współpracuje już z agencją. Christopher Anderson jest obecnie członkiem agencji Magnum, Lauren Greenfield i James Nachtwey działają niezależnie, a Alexandra Boulat zmarła w 2007 roku. Fotografie opublikowane w książce War" są mocne, krwawe, przez co mają ogromną moc sprawczą, ze względu na treść trudno dzisiaj znaleźć takie materiały w prasie. Album można nabyć jedynie w drugim obiegu, na aukcjach internetowych, jednak mimo wyraźnie zawyżonej ceny, uważam, że jest to pozycja wyjątkowa dla każdego, kto kolekcjonuje książki fotograficzne. 
Według Carla von Clausewitza, teoretyka wojny z XIX wieku, wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami". W I wojnie światowej zginęło ponad 9 milionów żołnierzy, ponad 20 milionów zostało rannych, a za zaginionych uznano ponad 8 milionów. Jeśli definicja wojny według von Clausewitza jest zgodna z prawdą, to codziennie giną ludzie wskutek decyzji kilku natchnionych idiotów, o czym przecież świadczą dzisiejsze wydarzenia w Afganistanie, Iraku, Syrii czy na Ukrainie.