poniedziałek, 28 stycznia 2019

I ruszył kwiat narodu z narzędziami mordu

A więc wojna! Wojna pod flagą biało-czerwoną! Dwie Polski posiekane podziałami, barierkami, okopami, naprzeciwko siebie, wróg wewnątrz granic, morze nienawiści, wszyscy do broni, na barykady! Czy mord Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, jest punktem, który zmusi do refleksji i zatrzyma falę nienawiści, czy wręcz odwrotnie, przekroczyliśmy rubikon i jesteśmy na prostej drodze do wyniszczenia? Degradacja życia politycznego, a w konsekwencji społecznego, trwa od wielu lat, niemal od początku istnienia systemu demokratycznego w Polsce. Pytanie zatem co dalej?
W najbliższych tygodniach lub nawet miesiącach będziemy świadkami sporu o to, czy zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza to był mord polityczny czy jedynie atak szaleńca. Politycy wszelkiej maści, w zależności od poglądów lub co gorsza barw partyjnych, będą stawiać śmiałe tezy, a sprzyjający im dziennikarze, politolodzy i pozostali komentatorzy życia politycznego będą tezy ów udowadniać, przekonując do swoich racji. W moim przekonaniu i za moją wiedzą był to mord polityczny, niezależnie od faktu czy zabójca okaże się człowiekiem chorym psychicznie czy nie, gdyż eliminuje z życia publicznego, z konkretnego środowiska politycznego, człowieka, który miał ogromny wpływ na kształtowanie rzeczywistości w jednym z największych miast w kraju, posiadał potencjał odegrać znaczącą rolę w polityce krajowej w przyszłości. Czas i miejsce ataku, czyli finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, można również zakwalifikować jako formę demonstracji poglądów. Po zamachu zabójca wykrzyczał manifest oskarżający ugrupowanie polityczne, z którym przez lata związany był prezydenta Adamowicz. Atak miał zaszokować kraj. I tak się też niestety stało. 
Jam jest liberał i to moja wina. Bo jakże by inaczej? Kryzys, który trawi na całym świecie liberalizm, pisałem o tym wielokrotnie, ze zdwojoną siłą widoczny jest w Polsce. Odpowiedzialna za to jest partia liberalna, która rządziła w polskim parlamencie przez poprzednie dwie kadencje. Odpowiedzialny za to jestem ja, gdyż oddaję temu ugrupowaniu swój głos w wyborach parlamentarnych. Na czym zatem polega ta odpowiedzialność? Liberałowie w żaden sposób nie zdiagnozowali potransformacyjnych problemów społeczeństwa. A jeśli nawet diagnoza była, to nikt nie pochylił się nad faktem, że system liberalny sieje spustoszenie, nierówności się pogłębiają, że czas na wsparcie dla obywateli aby zabezpieczyć niektórym egzystencję i dać coś więcej aniżeli minimum do przetrwania. Światowa, w Polsce jak najbardziej, fala populizmu jest wynikiem pędzącej w szaleńczym tempie globalizacji, przemian technologicznych, zmian na rynku pracy i co za tym niestety idzie, pogłębiających się nierówności. I najważniejsze, tu na krajowym podwórku, partia liberalna zrobiła ogromny błąd po katastrofie smoleńskiej, gdyż to ona, jako sprawująca wówczas władzę, powinna postawić pomniki ofiarom katastrofy, tym samym odbierając paliwo populistycznemu pochodowi po władzę. Kroku wstecz partia liberalna zrobić nie może, istnieje szansa, że wyciągnie wnioski na przyszłość i dokona zmian wewnątrz siebie. Przykładem liberała, który dokonał zmian w swoich poglądach i działaniach był właśnie zamordowany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. 
Prezydent Paweł Adamowicz był przykładem polityka, który mimo swoich przekonań, był w stanie wyciągnąć rękę do mniejszości, nie był obojętny na los pokrzywdzonych i przede wszystkim wierzył we wspólną Europę. Był liberałem, który miał w sobie wrażliwość i politykiem, który brał odpowiedzialność za swoją działalność. Inicjatywa, aby w ramach wspólnej pracy polskich miast przyjmować dzieci z państw, w którym toczą się działania wojenne, poległa ostatecznie w polskim parlamencie, niemniej jednak była działaniem zasługującym na pochwałę. Te działania, jak również wiele innych, były ukierunkowane na cel mało polityczny, motywowane były wrażliwością, o którą trudno przecież podejrzewać liberała.
Co teraz? Wszyscy jak jeden mąż nawołujemy do porzucenia mowy nienawiści. Ba. Są tacy gorliwcy, co już nawet nienawidzą nienawidzić. To niestety dobrze nie wróży, jest czasowe i nie wystarczy. Aby zatrzymać populizm liberałowie muszą, wzorem Adamowicza, dojrzeć do refleksji i zaproponować alternatywy, w którym każdy odnajdzie dla siebie miejsce. Propozycja musi być wiarygodna i mająca szanse powodzenia, przede wszystkim stwarzać możliwości dla tych, których transformacyjne turbulencje trafiają najmocniej. To nie dotyczy jedynie Polski, ale światowego liberalizmu również. Ewentualne zwycięstwo w kolejnych wyborach parlamentarnych nie będzie zwycięstwem totalnym, populiści nie znikną biorąc pod uwagę ich aktualne poparcie i nastroje w społeczeństwie. Jose Ortega y Gasset, filozof i wielki wróg faszyzmu, zwykł powtarzać, że historia się nie powtarza, historię powtarzają ci, co jej nie znają". Świat, Europa, Polska, mam nieodparte wrażenie, że zmierzamy twardo donikąd, w tym samym kierunku, co w przeddzień dwóch największych konfliktów wojennych ubiegłego wieku, czyli I i II wojny światowej. Obym się mylił.

niedziela, 13 stycznia 2019

Co tam Panie w Nowym Roku?

Jakie pomysły na Nowy Rok? Postanowienia? Plany? Wyzwania? Cholera wie, co jeszcze? Życzę Wam wszystkim tego, co najlepsze, co sobie wymarzycie, a nawet więcej! Zdrowia, szczęścia, pomyślności! Dużo przygód, mniej roboty, oby tylko dobre chwile! Jakieś ciekawe pomysły?
A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w zimne kraje? W jednym z najbardziej odległych, najmniej zbadanych i co najważniejsze, najzimniejszych miejsc na Ziemi, na wschód od Półwyspu Antarktycznego, dokładnie na Morzu Weddella, powstanie stacja badawcza Instytutu Badań Polarnych Uniwersytetu Cambridge. Celem misji jest pobrać spod lodu próbki z dna morskiego, aby zbadać w tym miejscu faunę i florę. Ponadto, to najciekawsze, badacze będą szukać zatopionego w 1915 roku wraku statku Endurance", którym podróżowała na Antarktykę ekspedycja Ernesta Shackletona. Pomysł ciekawy, nie wiem jedynie czy jeszcze rekrutują?
A może by tak zdobyć zimą to cholerne K2? W tym roku będą aż 3 próby zdobycia tej drugiej co do wysokości, ale najtrudniejszej góry świata. W drodze do Karakorum są aktualnie dwie ekipy, zespół kazachsko - rosyjsko - kirgiski pod dowództwem Wasilija Piwcowa oraz hiszpańska drużyna pod kierownictwem Alexa Txikona. W drugim zespole, hiszpańskiej ekipie, będzie Polski akcent, mianowicie dwóch wspinaczy Paweł Dunaj i Marek Klonowski. W dobie nacjonalizmów ważne to, co narodowe? Zatem pod koniec roku, w grudniu, planowana jest kolejna ekspedycja narodowa Polaków w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy. Obojętnie za którą ekipę, trzymam kciuki za triumf i oby wszyscy szczęśliwe wrócili. 
W góry wielkie nie idziemy to może zanurzyć się w głąb oceanu? Masz wolne 105 tysięcy dolców? Na czerwiec tego roku planowane jest pierwsze komercyjne nurkowanie do wraku Titanica". Cena biletu, według organizatorów, to równowartość ceny biletu pierwszej klasy na inauguracyjny rejs statku. I ostatni, jak wiemy, drugiego rejsu nie było. Niepowtarzalna okazja!
W górę nie bardzo, w głąb nie bardzo, cóż zatem czynić? Tropiki i zabawa! SuperShe, kobieca wspólnota, która operuje kurortami wypoczynkowymi na całym świecie, planuje w tym roku otworzyć ośrodek na tropikalnych wyspach Turks i Caicos. Ośrodek, zgodnie z filozofią SuperShe, będzie przeznaczony wyłącznie dla kobiet. Wszystko rozumiem, ale ktoś tam musi przecież tyrać, śmieci wynosić, okna myć, gary zmywać. Gdzie zatem słać życiorys, aby ubiegać się o posadę? Wszystko to lepsze aniżeli w cholerę nudne arkusze excela w których tonę w swojej robocie. Brzmi to szowinistycznie, bardzo przepraszam, ale mógłbym się poczuć niczym Maks i Albert, bohaterowie filmu Juliusza Machulskiego, o czym zawsze skrycie marzyłem. 
W 2019 roku będzie tylko jedno pełne zaćmienie słońca. Cholera, jak dotąd nie widziałem żadnego. Coś straciłem? Miasto La Serena w Chile obiecuje pewne jak w banku, trwające około jednej minuty widowisko. W Chile byłem (chwalę się) już kilkakrotnie, jednak niewiele widziałem, niewiele przeżyłem, jedynie wizyty w zakładach pracy, spotkania i pierdoły. Być może czas to zmienić!
Co jeszcze za atrakcje? A może by tak na własnej skórze sprawdzić jak będzie wyglądał twardy brexit? Może by tak polecieć do Wielkiej Brytanii tuż przed wyjściem tego kraju z Unii i zobaczyć chaos, jaki być może zapanuje? Za duże ekstremum? Na cholerę takie nerwy? To może chociaż na Okęcie. Na pewno znajdzie się jakiś skacowany Angol, który po ostrej balandze będzie wracał do swego, byłego już Imperium. Włazi na lotnisko dzień po wyjściu, czyli 30 marca, a tu bum, same atrakcje. Wielka Brytania wypada ze Wspólnoty na ostro, nie podpisano żadnych umów, chaos. Wszystkie loty wszystkich linii lotniczych pomiędzy Wielką Brytanią a pozostałymi krajami Wspólnoty Europejskiej zostają zawieszone. Skacowany Angol, aby jakoś podbudować morale, zamawia w barze drinka. Bum! Karta nie działa, odmowa! Wszystkie transakcje zawieszone, przecież nie podpisano żadnych umów, brak dostępu do konta w funtach. Cóż czynić? Trzeba jakoś wrócić do domu, do Wielkiej Brytanii, do byłego już Imperium. Ostatecznie stopem, wpław przez kanał La Manche, ahoj przygodo. A na Wyspach Brytyjskich chaos w pełni. W fabrykach brak części dostarczanych z innych państw Unii. Ba. Brak jest rąk do pracy, bo wskutek chaosu i braku przepisów wszyscy imigranci, którzy nie zdążyli zalegalizować swojego pobytu, wyjechali. Półki w supermarketach świecą pustkami. Wielka Brytania importuje ponad 30 procent żywności, w wyniku twardego brexitu, braku umów, dostawy nie dojechały. Kurs funta pikuje, rząd uspokaja i drukuje banknoty na potęgę. Brytyjskie brukowce, które odegrały niebagatelną rolę przeddzień referendum, pocieszają, będzie dobrze, bo nad Imperium nigdy nie zajdzie słońce! God Save the Queen!
Zdrowia, szczęścia, pomyślności! Życzę wszystkim, tego co najlepsze! Dużo przygód, mało nudnej roboty, oby tylko dobre chwile! Nie dajmy się zwariować! Witamy w 2019 roku! Saluto!

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Dwatysiącedziewiętnasty

Szczęśliwego Nowego Roku! Trzask, prask, huki, puki, już jutro dwatysiącedziewiętnasty! Szampan, kawior, zabawa, kac i nostalgia. Żegnamy stary, pełni obaw i nadziei patrzymy w nowy. Noworoczne postanowienia są, na nic refleksja, że aby coś postanowić nie trzeba nowej daty w kalendarzu. Zdrowia, szczęścia i rozumu! Co nas może czekać w 2019 roku?
Gospodarka, Głupcze! Czy jest tak dobrze jak myślimy, że dobrze jest? Gospodarka, jak wszystko, niczym sinusoida ma okresy wzrostu i okresy stagnacji, aby nie nazwać to mianem spadku. Jesteśmy w okresie najdłuższego pozytywnego odcinka koniunkturalnego, jak to określają ekonomiści. Jest to również okres taniego pieniądza, czyli niskich stóp procentowych i niskiej inflacji, co umożliwiło rozpędzenie inwestycji, które w trudnych warunkach nie byłyby ani akceptowalne ani opłacalne. W oczywisty sposób sytuacja ta przełożyła się na sytuację pracownika. Inwestycje, jak również swobodny przepływ pracowników i demografia, czyli różnica pomiędzy tymi, którzy schodzą z rynku pracy w porównaniu do liczby tych, którzy na rynek wchodzą, korzystnie wpłynęła na sytuację zatrudnionych. Wszystkie te aspekty miały ogromny wpływ na presję płacową z korzyścią dla pracowników. Jednak to, co dobre może niekoniecznie skończy się natychmiast, jednak nie będzie trwało wiecznie. W przededniu nowego roku gospodarka na całym świecie, bo przecież to naczynia połączone, ma mnóstwo wyzwań, zagadek lub wręcz kłopotów. Ekonomiści na całym globie, rzecz jasna dotyczy to państw, gdzie nie ma łopatologicznego sterowania ręcznego, przewidują spadek tempa rozwoju. Oczywiście propaganda populistów brzmi zgoła inaczej, jednak coraz trudniej będzie im zakrzyczeć rzeczywistość i hojną łapą rozdawać bonusy socjalne, aby utrzymać poparcie wyborców. Skąd te pesymistyczne przewidywania i marne prognozy? Zabrzmi to zapewne gorzko, jednak populizm ma swoją cenę. Stany Zjednoczone Ameryki to kraj, który posiada największy potencjał gospodarczy na świecie. Jednak taka ogromna odpowiedzialność oznacza również, że kondycja takiego giganta może odbić się czkawką na wszystkich pozostałych uczestnikach globalnego rynku, gdy coś pójdzie nie tak. I poszło. Za kierownicą ów giganta zasiadł facet, ego większe aniżeli Wielki Kanion, fryzura okropna i kompletny brak wyczucia sytuacji, którego jedyną pasją jak się wydaje, jest rozpętać konflikt gospodarczy z kimkolwiek się da. I to wszystko w ramach populistycznego hasła uczynić Amerykę ponownie wielką". Wojna handlowa z Chinami to był jedynie początek, kolejne hasła dotyczyły już, by się wydawało, sojuszników. Inwektywy w kierunku Niemiec, Anglii, całej Unii, a nawet buńczuczne pomruki o finansowanie NATO, sprawiły, że wielu decydentów, którzy bezpośrednio odpowiadają za inwestycje, wstrzymało wszelkie decyzje. Najgorsza w tym wszystkim jest nieprzewidywalność amerykańskiego prezydenta, który uprzednio, przed objęciem urzędu, nazywał siebie biznesmenem. Czy zatem wszystko, co uczynił Trump, jest jednoznacznie negatywne dla światowej gospodarki? Wskutek działań gospodarza Białego Domu zmierzamy do znanego uprzednio modelu wyścigu mocarstw, a w takim przypadku beneficjentami będą nieliczni. Ale nie tylko Trump i jego polityka ma wpływ na pesymizm ekonomistów dotyczący nadchodzącego roku. Unia Europejska także, według przewidywań, jest w zasięgu turbulencji. Na początek Angole i ich chaos związany z brexitem. Bo czy ktoś na dziś dzień na sto procent wie czy wychodzą z Unii czy zostają? Koryto to rzecz niezwykle ważna i władze Wielkiej Brytanii, wbrew rozsądkowi jak się wydaje, kontynuują marsz ku wyjściu z Unii, byle tylko nie oddać władzy przed czasem, czyli nie prowokować wcześniejszych wyborów. Twardy brexit oznacza twarde lądowanie, szczególnie dotyczy to gospodarki. A że Wielka Brytania to jeden z największych graczy w Unii Europejskiej, to brexit oznacza konsekwencje i czkawkę dla pozostałych państw członkowskich, bo jak wielokrotnie pisałem, gospodarka to naczynia powiązane, bla bla i tak dalej. Niemcy? Najsilniejsze gospodarczo państwo na Starym Kontynencie lwią część swojego wzrostu zawdzięcza wymianie handlowej z USA, tymczasem za sterem amerykańskiego giganta zasiadł facet, ego większe aniżeli Wielki Kanion, fryzura okropna, bla bla i tak dalej. Francja? Ponoć plan prezydenta Macrona był taki, aby na początku przeprowadzić liberalizację gospodarki, by następnie owoce tej transformacji rozdysponować wśród obywateli Republiki, choćby w postaci polityki socjalnej. Jednak potencjalni beneficjenci zażądali natychmiastowej dystrybucji, nikt nie chciał czekać, bunt żółtych kamizelek" i mordobicie na ulicach francuskich miast. Włochy? Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej państwo członkowskie przeprowadzi korektę budżetu, gdyż planowane wydatki rządu nie miały pokrycia. Grecja? Czy Grecja podniosła się po kryzysie z 2008 roku? Bla bla i tak dalej. Zostawmy Unię i spójrzmy w kierunku Rosji z dożywotnim wszechwładcą Putinem, który prowadzi szaloną politykę gospodarczą opartą na uzależnianiu kogo się da od rosyjskich bogactw w surowce naturalne. Jak na tle tego wszystkiego wyglądają perspektywy w Polsce? Rozdmuchana polityka socjalna, zawracanie reformy emerytalnej i chaos spowodowany próbami ręcznego sterowania odstraszają inwestorów. Oczywiście krach nie nastąpi z dnia na dzień, jednak rozpędzona gospodarka będzie powoli wyhamowywać ze swego pędu. Potwierdzeniem takich założeń mogą być nawet przewidywania samych rządzących, gdyż w przyszłorocznym budżecie wzrost PKB jest szacowany na 3,8 proc., tymczasem w mijającym roku wynosi średnio 5 proc. To oznacza również mniejsze tempo spadku bezrobocia. Czy zatem czas pracownika zbliża się do kresu? W najbliższych kilku latach nie powinniśmy odczuć tego gwałtownie, jednak jeśli ktoś planuje zmienić robotę, powinien nie zwlekać i się za to zabrać, bo jak wspomniałem, gospodarka to naczynia powiązane, turbulencje, bla bla i tak dalej. Tyle gospodarka, a co z polityką? W tym przypadku dzieje się znacznie więcej. Polityka to temat, który zasługuje na oddzielny wpis. Wszystkiego, co najlepsze w 2019 roku!
P.S. Tak, tak, wiem, że dwatysiąceosiemnasty" jest napisane niezgodnie z pisownią, ale cóż, tak mi pasuje wizualnie i tak też zostawiam. Wrażliwych na tym punkcie serdecznie przepraszam. Saluto.

niedziela, 16 grudnia 2018

Na liberalizm brak już popytu

Impas, klincz, ślepy zaułek, zwał jak zwał, jednak wszystko sprowadza się do największego kryzysu w jakim znalazł się liberalizm od początku swego istnienia. Sytuacja wydaje się patowa na tyle, że piewcy tejże doktryny, drżąc głównie o swoje tyłki obwieszczają kryzys i rychły koniec demokracji w ogóle. To nadinterpretacja zawołam, gdyż stawia to tezę, że układ demokratyczny możliwy jest jedynie w liberalnej formie. Faktem jest, że populiści po objęciu władzy wykazują zapędy dyktatorskie, ba, wielu faktycznie marzy i działa w kierunku zdobycia władzy absolutnej, niszcząc choćby jeden z filarów demokracji, czyli trójpodział władzy, jednak jest to przede wszystkim motywowane strachem przed utratą koryta w niedalekiej przyszłości, czyli po wyborach. Ponadto władza, zapewne, to większa podnieta aniżeli bogactwo. Ba, władza absolutna stwarza możliwość życia we względnym przepychu, zobacz jak żyje dyktatura w Korei Północnej, tymczasem samo bogactwo nie stwarza możliwości wpływu na rzeczywistość (a przecież większość cymbałów, którym udało się zebrać w kieszeni pokaźną liczbę miedziaków, rości sobie prawo do wiem lepiej").
Zapyziały grubas, w białej koszuli, szelkach i krawacie, z cygarem w pysku na tle wykresu, który ilustruje poziom jego bogactwa - liberalizm chyba nigdy nie miał dobrej reklamy i zawsze kojarzony był z wyzyskiem tych mniej chciwych i sprytnych. Jednak pamięć o koszmarze I i II wojny światowej, lata życia w zimnowojennym strachu, względne bezpieczeństwo socjalne i dostępność pracy zapewniało poparcie liberalnej demokracji, bo cóż było innego, komunistyczny reżim lub faszystowska dyktatura? Jednak silnik powoli się zacinał. Liberalizm, choć ma niepodważalne zasługi, dzięki brutalnym prawom kapitalizmu wyciągnął z biedy setki milionów ludzi na całym globie, przestał być najlepszym możliwym rozwiązaniem, wręcz odwrotnie, postrzegany jest obecnie jako ideologia poszerzania bogactwa i władzy jedynie dla nielicznych. Kiedy kapitalizm stał się globalny, ale wyzwania typu bezrobocie czy polityka socjalna trzeba rozwiązywać w ramach pojedynczych państw, wiele liberalnych reguł stało się społecznie nie do zaakceptowania. Kapitał można przenieść z amerykańskiego czy europejskiego kontynentu w kierunku azjatyckim czy afrykańskim, jednak pracowników już niekoniecznie. Samodzielny dotychczas, ciężko pracujący człowiek, mający na utrzymaniu rodzinę, zostaje w taki sposób pozbawiony alternatyw. Czy zatem może dziwić, że daje upust swej frustracji i zwraca się ku tym, którzy obiecują szybkie rozwiązania i powrót do dobrych, bezpiecznych czasów? Populiści przywracają bowiem swoim wyborcom poczucie sprawstwa, skopmy tyłki tym wszystkim zapyziałym i zakochanym w sobie i swoich wykresach piewcom rozwoju za wszelką cenę. Nacjonalizacja, zabierzmy bogatym, podział po równo (nigdy nie jest po równo, ale to dobre hasło) i zapędźmy grubasów do prawdziwej roboty. Co zatem?
Liberalizm powinien wrócić do swoich korzeni, jeśli w ogóle chce przetrwać nawałnice i poszukać rozwiązań na najbardziej palące potrzeby. Być może zamiast podatkować pracę, należałoby podnieść podatki od ziemi, wprowadzić lub przywrócić podatki majątkowe i spadkowe, zdejmując w ten sposób ciężar płacenia do wspólnej kasy z barków tych, którzy nic nie otrzymali za darmo, jedynie ciężką pracą chcą polepszyć swój byt? Może należy wprowadzić określony poziom dochodów, dopłacając tym, którzy żyją poniżej ów progu, a opodatkować tych, którzy znacznie go przekraczają? Brzmi jak mrzonka socjalistyczna, reżimowa doktryna, propaganda? To alternatywa, która może wytrącić argumenty pędzącym po władzę absolutną populistom, zresztą historycznie liberałowie kroczyli zawsze w awangardzie przemian, tymczasem niemal wszystkie dotychczasowe pomysły i recepty są już na wyczerpaniu. Owszem, już widać skrzywiony pysk zapyziałego grubasa, w szelkach w krawacie, na propozycję takiego rozwiązania, jednak powinien on sobie wyobrazić bunt społeczny, lud na barykady, rewolucje, która każe wytarzać go i mu podobnych w błocie, na koniec puścić z torbami, gdyż takie mogą być skutki populistów za sterem władzy bez alternatywy wolnych wyborów. Czy to jest prawda? Moja prawda, czyjaś prawda, gówno prawda. Saluto.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Notatnik









Wielokrotnie słyszałem to od matki, wielokrotnie od ojca, jednak jak to zazwyczaj bywa, musiałem sam doświadczyć, przeżyć, aby zrozumieć. Czas, jak czas umyka, powtarzali, poznasz po tym, jak dzieci rosną. Raptem chodziłem przerażony, że sam zostanę ojcem, raptem uczyłem się komunikacji z małą istotą, raptem zaczęliśmy dyskutować, dzisiaj spieramy się o swoje racje. Czas umyka, zaraz skończy się kolejny rok kalendarzowy, co dalej się pytam, co dalej? 
Jesień przyszła, założyłem ciepły sweter. Wszyscy trochę markotni, ja także. Skrobanie szyb mnie budzi, leżę, czekam na budzik, marzę, by nie zadzwonił, niczym skazaniec na akt łaski czekam. Do roboty idę, jest ciemno, z roboty wracam, jest ciemno. Obłożyłem się kocami, książkami, filmami, choć ledwie zaczynam czytać, oglądać, cokolwiek to zasypiam. Czekam na śnieg, tymczasem smog jedynie, oddychać trudno. Staram się biegać, mimo niepogody, sukcesów wielkich nie ma, radość jedynie. Saluto.