Wakacje, wakacje i po wakacjach. Jako, że lubuję się w cytatach, ponownie przytoczę słowa Sławomira Makaruka, który zwykł mawiać, że „życie powinno być jak wakacje, podczas których można nieco popracować, pod warunkiem, że zajęcie będzie ciekawe i doskonale płatne". Czyż jest możliwość z tym się nie zgodzić? Wrzucam fotografie z letnich miesięcy, tymczasem za oknem jesienna plucha. Wygrzebałem z szafy sweter, zapewne za moment swym zwyczajem zaszyję się w domu, filmy, książki i seriale. Czekam zatem na zimę, na śnieg, na mrozy, co by w góry, na narty, na wspiny, oddech złapać. Czy żyjąc od przyjemności do przyjemności można powiedzieć, że żyje się pełnią życia? Oby! Saluto!
niedziela, 20 września 2020
poniedziałek, 24 sierpnia 2020
Życie w czasach zarazy
Obyś żył w ciekawych czasach, mówili, tylko po co, nikt nie wyjaśnił. Czy świat zwariował czy jedynie ludzkość opanowało szaleństwo? Czy to czas próby czy zwrot ku przeszłości? Ileż to razy cytowałem tu Gasseta, który zwykł powtarzać, że „historia się nie powtarza, historię powtarzają ci, co jej nie znają". Cóż z tego, na co to komu, jakie to ma znaczenie, puenty nie szukać, bo po co, dlaczego? A skoro o cytatach, to przecież przysłowiowe „obyś żył w ciekawych czasach" nie jest życzeniem, lecz pradawnych chińskim przekleństwem. Zatem żyjemy, ot co.
Pandemia obnażyła jak nikłym i kruchym stanem jest gospodarczy dobrobyt. Ba, kto żył w dobrobycie to żył, przecież nie wszyscy, ponadto, jak to policzyć, czym innym ów stan dla jednych, czym innym dla drugich. Bieda i bogactwo były obecne od zawsze i szły pod rękę przez koleje historii aż po dziś dzień. Przyszłość nie będzie wyglądać inaczej, bieda i bogactwo spacerować będą pod rękę jak dotąd, ludzka postać tym różni się od innych ssaków, że chciwość za cnotę uważać pragnie. Czy zatem, skoro człowiek będzie zawsze dążyć do zarobku, kasa, forsa, szmal, mamona, to być może nastąpi szybko odbicie i ów gospodarczy dobrobyt powróci? Nie sądzę, niestety, bo chciwość to wielkie ja, wybujałe ego, ssak naczelny dzielić się nie przywykł. Czy zatem, czasy ciekawe, czasy niespokojne, jak wielkim szaleństwem jest oddanie władzy w ręce osób pozbawionych kompetencji, którzy mamiąc, obiecując, kłamiąc, a przede wszystkim dzieląc przy tym społeczeństwo, pragną za wszelką ceną utrzymać władzę zmieniając wszystkie powszechne reguły i normy społeczne?
A może pandemia okaże się zaporą, której nie znajdą sposobu sforsować dążący do władzy absolutnej populiści? Król jest nagi, skarbiec państwa już wkrótce dno ukaże, a władza, choć rozdawać obiecywała, właśnie zaczyna zabierać, być może lud ciemny, nic jednak już nie kupi, ba, portfel pusty dojrzy boleśnie. Podatki, daniny, inflacja, bonanza. Żyjemy bowiem w ciekawych czasach, co nie jest życzeniem, lecz pradawnym chińskim przekleństwem.
poniedziałek, 20 lipca 2020
Koronawakacje
Ukrop, spiekota, żar
straszliwy leje się z nieba, co robić, gdzie się skryć, jak to
przetrwać? Czy to już apogeum globalnego ocieplenia czy jedynie wstęp
lichy, zapowiedź jedynie, a prawdziwe gorączki już wkrótce, niebawem,
zaraz, za chwilę? Gdzież wytchnienia szukać, gdy zamknięci jesteśmy wszyscy w pandemii, w domach, w czterech ścianach, odseparowani, odizolowani, dystans, dystans, do cholery.
Wakacje jak za młodu, domek nad jeziorem, chata w lesie, my i dzieciaki, dzieciaki i my, cały dzień walczymy, konflikt pokoleń, kochamy się rzecz jasna, ale rodzice kochają swe pociechy najbardziej, najmocniej, serce łubu duby, gdy już spać pójdą, wówczas chwila dla siebie, książki skrawek, łyk chmielu, może akty miłosne, skrywany żar namiętności pod wakacyjnym kocem. Plany wielkie, będą kajaki, będą łódki, będą żagle, pływane będzie kraulem o świcie, tymczasem jest koło dmuchane wokół coraz to większego bioderka, ma się rozmach, chmiel tuczy, biegać miałem, raz trampki wzute, kiedy koniec wypoczynku, tęsknię za robotą, taka cisza w tym biurze zapewne, jedynie klimatyzator coś pomrukuje, wszyscy na wakacjach, sztos. Rozgrzebałem lekturę, może przeczytam, o miłości beletrystyka, a co tam. Czytam „Siedem dalekich rejsów" Leopolda Tyrmanda i każda strona, każde zdanie to perełka, oj sztuki władania słowem Tyrmanda nie znałem uprzednio, oj wstyd, nadrobię, zapewniam, jestem zauroczony.
Na brzegu plaży stoję i niczym ratownik obserwuję pociechy swe kąpieli zażywające. Oj nie pomyśl czytelniku, że to nuda, toż to zadanie wymagające ogromu uwagi i cierpliwości. Uwagi, bo dziecko pach pyskiem pod wodę i strach kręgosłup łamie. Cierpliwości, bo ile możesz tłumaczyć, że nie tak daleko, nie tak głęboko, nie zabieraj drugiemu dziecku zabawek, nie wszystkie zabawki twoje, nie bij innych, biją cię to oddaj, ole. Tak stoisz na warcie, obok inni na warcie, cały brzeg na warcie, pokazują, nawołują, krzyczą i udają, że to część niesamowitego urlopu, gdzie tam tropiki, gdzie tak sauny rzymskie czy łaźnie tureckie, po cholerę, a trochę dalej młodość, muzyka na full, zabawa, amory, zaloty, letnia miłość bez zobowiązania, hulaj młoda duszo, bo czas ucieka, tymczasem my tu na tej niespokojnej warcie w oczekiwaniu na wieczór, wytchnienia skrawek, akt miłości, pod kocem, gdy dzieci zasną, żar namiętności dojrzałej, ole, ole. Saluto.
poniedziałek, 22 czerwca 2020
Czy jest tak dobrze, jak wierzymy, że jest?
Czy demokracja, system niedoskonały, ale wciąż najlepszy możliwy twór polityczny, jeszcze istnieje? Czy jest tak źle, jak boimy się, że jest? Czy raczej jest tak dobrze, jak naiwnie wierzymy, że jest? Jeśli istnieje, tu, w naszym kraju, a także w kilku innych jeszcze miejscach na świecie, to niewątpliwie ma się kiepsko, jest to jakby ostatnie jej tchnienie, błaganie o pomoc, przed zamordyzmem, radykalnym populizmem, trywialnym nacjonalizmem, który niezauważenie otwiera drzwi dla dyktatury. Jak to jest, wciąż się jednak zastanawiam, że raptem 75 lat po zakończeniu największego konfliktu zbrojnego w historii świata, ludzkość zapomniała do czego prowadzą podziały społeczne, pokusa władzy absolutnej, nie wspominając o braku tolerancji czy poszanowania bliźniego? Ech, sucha, naiwna gadka, przecież są wybory, co jest dowodem na wolny kraj, na wolne państwo, demokracji istnienie, a ja bełkot jakiś, pewnie liberał albo lewicowiec, co dzielić się socjałem nie chce, elita wsze, precz, nie narzekać.
Tak uczciwie, szczerze, to ja się temu nawet nie dziwię, że państwo, które nie wyrosło na fundamentach wolności i swobód obywatelskich, łatwo i dość tanio, bo pięć stów to gówno nie łapówka, inflacja przecież zeżre, wolność zwraca, w ręce ponoć mocnego pana chce iść, gdyż tak łatwiej, tak bezpieczniej, z nutą na ustach i godłem na piersi, pieprzyć innych, obcy to wróg. Tak uczciwie, raz jeszcze szczerze to ja się temu zbytnio nie dziwię, gdyż liberalizm kit wciskał, że ucząc się i pracując ciężko wszyscy będziemy jedynie bąki zbijać, dobrobyt nastanie, pal licho metry kwadratowe na osiedlu jak w zasięgu willa za miastem, pękate fury na ropie taniej prosto z krainy baśni tysiąca i jednej nocy, pieprzyć plażę nudystów w Chałupach jak możemy na Seszele, Karaiby i inne tropiki, normalnie koko dżambo. A tu dupa, przyszła seria szoków, niczym wiadro pomyj na łeb, zamachy na wieże amerykańskie, odczytane jako wojna kultur, szok kryzysu gospodarczego dekadę temu, który wypluł wielu z pędzącej kolejki i ukazał zwodniczy mit klasy średniej, burząc jednocześnie jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, dobitnie pokazując, że gruba forsa to tylko dla kilku obrzydliwych typów, co za cholerę się nie podzielą, ciągle więcej i więcej, a tu jeszcze konsekwencje deindustrializacji, zamknąć produkcję tu i przenieść tam, gdzie taniej, spowodowały, że ciężko pracujący człowiek nie ma możliwości utrzymać swej rodziny, gdyż globalizacja, wolny rynek, czyli koszty się liczą, koszta tylko finansowe, koszty trzeba ciąć, gdzie tam społeczne, gdzie tam człowiek, brutto, netto, brzdęk monet, szelest mamony i listy biznesmenów najbogatszych z bogatych.
Radykalny, prawicowy populizm, trywialny nacjonalizm, cwany zamordyzm wyczuł w tym momencie swą szansę i zaoferował odpowiedź na wszystkie bolączki współczesnego świata. Bezpieczeństwo, oddajcie ludzie swoją wolność, my zaoferujemy wam opiekę państwa, lichy socjał, kiepskie rozwiązanie, ale kasa do łapy, ileż fajerwerków! Dumę, bo naród my wielki, nie będą tu nam w obcych językach nakazywać jak zwyciężać mamy! Przede wszystkim jednak wskazał winnego niepowodzeń wszelkich, czyli elity, innych, wrogów, do boju, krew i bohaterstwo, ku chwale ojczyzny! Patataj, z szabelką na czołgi! Hura, hura, hura!
niedziela, 31 maja 2020
Hashtag
Życie pod butem pandemii jest jak pieśń zawiedzionych kibiców po ostatnim meczu kolejki grupowej, meczu przegranym rzecz jasna. Wbija mi się w łeb nostalgicznie jęk zawodu, gdyż początkowo, a owszem radość, bo świat zwolni, docenimy to, czego w pogoni za lepszym, prowizorycznie, jakości życiem nie dostrzegamy, szumu natury słuchać będziemy nad pięknym, modrym nurtem rzeki, jednak gdzie tam, pieprzona ekonomia przypomina mi o sobie za każdym razem przy kasie, gdy po portfel sięgam, inflacja cholerna, lub w skrzynce pocztowej, ot tylko wierzyciele do mnie listy wypisywać raczą, a to czynsz, a to podwyżka, a to rachunek za prąd czy internety, szlag by ich trafił, ba, choćby pandemia jakaś. Człowiek niczym ten mityczny Syzyf pcha ten głaz ku górze, a wiadome jest przecież, że wyżej nic nie ma, jeno spadek, lawina, w dół boleśnie. Pesymistycznie? A gdzież tam, radości jestem pełen jak wiadro przez dyngusem, jak gęba polityka z frazesami tuż przeddzień wyborów, jak petarda przed końcem roku. A ogłoszą kiedyś koniec tej pandemii, co by sporty uprawiać, film w kinie obejrzeć, na łące poleżeć? Ktoś wie? Znajdą tą szczepionkę? Odporność stadna? Immunologia? Cokolwiek? Saluto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
