Świat zmierza donikąd, ludzkość nie ma właściwego kierunku,
wszyscy walczą ze wszystkimi, całość zamknięta w cyklu od porządku do
chaosu lub od chaosu do porządku. Zaraza udowodniła, jak nietrwała jest
tyrania szczęścia i pozytywnego myślenia. Tak, jak nikt nie spodziewał się pandemii, tak ja nie spodziewałem się, jak cała ta sytuacja sponiewiera mnie okrutnie i bezczelnie. Na pohybel. Owszem, w bólu własnym, niczym w samouwielbieniu, łatwo można przeoczyć własny przywilej i łut szczęścia, niemniej jednak, niczym ten Werter rozdarty, sam nie wiem, czy cieszyć się zdrowiem bliskich i własnym czy utyskiwać żałośnie na życia ograniczenia w dobie szalejącej zarazy? Ktoś, coś podpowie? Sygnalista jakiś? Trubadur? Czy warto bowiem utyskiwać na brak rozkoszy życia, zbytków niedosyt, kolorowych festynów umiar? Czy raczej skromnym nabożnie pozostać, ciesząc się i radując zdrowiem jako takim, radością nikczemnie małą, ale zawsze? Cholera wie, ja nie wiem bynajmniej, a Wy? Ktoś, coś podpowie?
Czy te moje posty, wpisy, banialuki można nazwać felietonem, chciałbym zapytać? Felieton to krótki utwór literacki, który bazować powinien na faktach, może też wprowadzać elementy fikcji literackiej i opinie piszącego, wszystko zaprawione szczyptą humoru. Ba, humor mnie się wydaje ja posiadam, jeno czy ten humor, tudzież sarkazm trafia w gusta? Oto jest pytanie. No ba, felieton bazować powinien na faktach, może też wprowadzać elementy fikcji literackiej, ale w jakich to proporcjach odważnie zapytam? Opinie? Ba, raczej nie twierdzę, że jestem tu obiektywny, bo przecież piszę w pierwszej liczbie pojedynczej, więc o czym mowa? Ja tu wypisuję o fotografii trochę, wypisuję o polityce trochę, o sporcie trochę, co czytam, co ogląda i co słucham trochę, zatem czy to już są felietony? I skąd pytanie o podmiotowość, sam cholera nie wiem. Wakacje, dni leniwe, dni upalne, życie w pandemii, trzeba coś ze sobą zrobić, choćby polemizować ze samym sobą, ole. Saluto.
poniedziałek, 26 lipca 2021
Czym jest felieton, chciałbym zapytać?
poniedziałek, 28 czerwca 2021
Wakacje, wakacje, co tu robić?
Żar się leje z nieba, ukrop, spiekota. Jak to przetrwać? Gdzie się skryć? Co robić? Czy to już apogeum globalnego ocieplenia czy zaledwie prolog, wstęp lichy, zapowiedź jedynie, a prawdziwe gorączki już wkrótce, zaraz, za chwilę? Na wakacje niebawem, jak apelacja, ups, przepraszam, wniosek o urlop mocy prawnej, ustawowej, wszelakiej niezbędnej nabierze, co by zwolnić mnie na moment z nikczemnego obowiązku roboty. Nad morze, nad morze, Bałtyk, nie ma fal, nie ma fal, czy będą? Ktoś wie? Wdzięczny będę za informacje, cynki, szepty, półsłówka?
Skąd
czerpać natchnienie na ostatnie dni czerwca? W takim czerwcu bowiem ostatecznie upadł Napoleon. Tak, ten Napoleon, Napoleon I Bonaparte, głowa I Cesarstwa Francuskiego, genialny strateg i przywódca wojskowy, ponadto hipochondryk i bawidamek. Upadł, przegrał z kretesem, koniec i kropka. Dnia 18 czerwca 1815 roku, pod Waterloo, małej miejscowości nieopodal Brukseli, stanął odważnie Bonaparte na czele swej armii naprzeciw zjednoczonych sił brytyjskiego księcia Wellingtona i pruskiego feldmarszałka von Bluchera. Napoleon wierzył, że uda się pokonać wojska nieprzyjaciela, zanim te się zjednoczą, jednak wróg był szybszy. Dzielne wiarusy z armii cesarza walczyły zawzięcie, jednak przewaga wroga odegrała ogromną rolę, pacyfikując wojaków Bonapartego. Kilka dni po klęsce Napoleon ostatecznie abdykował. Co zatem z tym upalnym czerwcem? Jeśli w upale źle to może w rejony zimna? W takim czerwcu bowiem, dokładnie 18 czerwca 1928 roku, słynny norweski polarnik Roald Amundsen wziął udział w wyprawie ratunkowej w lodowate tereny Arktyki. Amundsen, pierwszy zdobywca bieguna południowego, jak nikt inny nadawał się do przygód w rejonach arktycznych, uwielbiał bowiem mróz, wiatr i poniewierkę, nienawidził cieplarnianych warunków, twierdził, że takie nie dla niego. Wyprawa do Arktyki miała na celu zanieść ratunek zaginionej załodze sterowca „Italia". Dzielny Norweg ruszył z ratunkiem, jednak tym razem zabrakło szczęścia, tak potrzebnego podczas szaleńczych wypraw. Roald Amundsen zaginął i po dziś dzień jego ciała nie odnaleziono. Skwar, ukrop, co zatem? A może zimne piwko w cieniu pić, olać system, na socjał się jakiś załapać, a co? W Cesarstwie Niemieckim, dokładnie 1 grudnia 1884 roku, weszła w życie pionierska ustawa o ubezpieczeniu na wypadek choroby pracownika. Na mocy tejże ustawy powstały pierwsze na świecie kasy chorych, które rozprowadzały fundusze powstałe ze składek pracowników i pracodawców. Z tychże składek wypłacano renty niezdolnym do pracy robotnikom. W kolejnych latach ubezpieczenia rozszerzono na inne grupy zawodowe. Ubezpieczenia zdrowotne były częścią reform Otto von Bismarcka, których głównym celem było pozbawienie wpływów socjaldemokracji w środowiskach robotniczych. Model socjalny stworzony przez Bismarcka stał się inspiracją dla wielu państw na całym świecie. Cóż zatem w tych upalnych dniach czerwca, czekając na upragnione wakacje? Zimno piwko w cieniu pić? Saluto.
poniedziałek, 31 maja 2021
#SzczepimySie
Zaszczepiony. Comirnaty, dwie dawki, uważam, że warto, uważam, że należy, uważam, że to jedyny sposób w miarę możliwości powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy. Dlaczego? Bo co innego, całe życie w kwarantannie? W przeszłości, w trakcie pandemii dżumy lub ospy, najbardziej agresywnych, które pochłonęły setki milionów istnień, jedynym ratunkiem była właśnie izolacja. Dziś, na szczęście nas wszystkich, postęp w medycynie daje możliwość powstrzymania przenoszenia się wirusów, właśnie dzięki szczepionkom. Ok, odpuszczę sobie tu esej o tym, czym są szczepionki oparte na mRNA, lekarzem nie jestem, naukowcem tym bardziej, brzmiał bym groteskowo, mało wiarygodnie, po co. Krótko jedynie, szczepionki oparte na mRNA nurkują w układzie odpornościowym, by dostać się do wnętrza komórek wraz z patogenem wirusa, tak, by układ odpornościowy poznał zagrożenie i reagował tworzeniem przeciwciał. Wszystko! Nie wierzę w bzdurę eksperymentu na ludzkości, proszę, nie rozmawiajmy o inwigilacji i czipie w człowieku, spisku możnych i bogatych ani żadnych innych banialukach. Bądźmy choć na chwilę poważni!
Skąd zatem ten strach, sceptyzm, brak wiary w naukę, obawy wszelkie, tysiące, o ile nie więcej, wyznawców teorii spiskowych, antyszczepionkowców? W 1998 roku Andrew Wakefield, brytyjski gastroenterolog, opublikował, wraz z innymi naukowcami, artykuł w czasopiśmie naukowym „The Lancet", gdzie udowadniał, że szczepionka skojarzona MMR przeciw odrze, śwince i różyczce, podawana dzieciom, jest przyczyną występowania u nich autyzmu i zapalenia jelit. Tezę swą poparł wynikami badań. Publikacja wywołała wielkie poruszenie, brytyjski program szczepień został wstrzymany. Jednak w wyniku śledztwa, zarówno dziennikarskiego, jak i prokuratury brytyjskiej, ustalono, że wyniki badań przytoczone przez Wakefielda zostały sfałszowane, a sam lekarz działał na zlecenie prawników, którzy domagali się odszkodowań od firmy farmaceutycznych. Andrew Wakefield został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu lekarza, stając się przy tym niepisanym guru ruchu antyszczepionkowców. Czy powikłania występują? Tak, zawsze jest możliwość. Czy występują skutki uboczne leków i antybiotyków? Tak, zawsze jest taka możliwość. Co zatem? Należy się szczepić. Dlaczego? Odpowiem przekornie pytaniem i poproszę o przykład czegokolwiek, co podane do organizmu, w jakiejkolwiek sposób, doustnie, szczepionką, wsmarowane, jest w stu procentach bezpieczne i nigdy nie wywoła żadnej reakcji? Nie ma takiej substancji, pokarmu, napoju, czegokolwiek! Saluto!
poniedziałek, 26 kwietnia 2021
Co tam Panie w polskiej muzyce?
O,
żesz Ty, konserwatywny jestem, szlag by trafił, żem zorientował się
właśnie, a to czemuż? W pandemii, w domu, w izolacji, czas był by
książki poczytać, filmy pooglądać, muzyki posłuchać, o właśnie, muzyki
posłuchać. I żem kapnął się, dzięki muzyce, choć nie tylko, a jakże, że
konserwatyzm zakupowy u mnie, cecha dziwna, muzyki w internecie nie
lubię słuchać, jeno płyty kompaktowe zbieram, upajam się posiadaniem
kolekcji, co lubię, to na półce chce mieć, zakupoholizm, dramat i
puszczanie złotówek mimochodem, bo co sprytniejsi to zasysają z
przepastnych sieci odmętów, co bardziej snobistyczni to dziś winyle lub
kasety, taki modny oldshool, a ja kompakty i kompakty, ahoj!
Co
dobrego dla mnie w muzyce polskiej? Baranovski, wiadomo. Ktoś powie, że
chłopaczek z teleturnieju, ja odpowiem, że bardzo dobrze. Nie ma nic
złego w tym, że ktoś pokaże się szerszej publiczności w jakimkolwiek
konkursie talentów, jeśli talent ów posiada. A Baranovski owszem, talent
posiada, jak również od roboty nie stroni. Na gitarze gra, na
klawiszach gra, ba, nawet akordeon mu nie obcy. Radzi sobie świetnie w
rockowym anturażu, nie gubi się w elektronice, zaśpiewa wszystko, kiedy
trzeba grzecznie, jest grzecznie, kiedy trzeba ostro, jest i pazur. I
najważniejsze, jego „Czułe
miejsca" uwielbia śpiewać moja córka, zatem czy moja opinia ma w ogóle
jakiekolwiek znaczenie? Co tam jeszcze w polskiej muzyce? Sanah,
wiadomo. Jak to bywa, przypadek. Zasłyszane w radio, kołatało w głowie,
wiercąc co to, kto to. „Ale
jazz!" był pierwszym utworem, który usłyszałem, a tam wiadomo, Vito
Bambino z ulubionej Bitaminy. Coś mnie tknęło jednak, głos dziewczęcy,
zadziorny, płynący swobodnie, bez grama wątpliwości. W szybkim tempie
pierwszy album, bo zaraz drugi miał się pojawić, rzecz jasna kolaboracja
z Vito Bambino zapowiedzią była i przyznam, że lubię taki pop, a co
tam, na pohybel skurczybykom. Czy coś jeszcze w tej polskiej,
słowiańskiej muzyce? WaluśKraksaKryzys, cholera wiadomo. Ksywa niezła?
Nie tylko ksywa, nie musicie wierzyć na słowo, warto zapodać muzykę
jegomościa z małej wsi pod Krakowem. Gdybym napisał, że to rock jakich
mało, nic bym nie napisał, rock to przecież pojęcie szerokie. Czego tu
nie ma, tu, czyli na płycie „Atak",
która kozacko kręci się w moim sprzęcie. Trochę punkowej gitary,
syntezatory, zawadiackie teksty, niby bezczelne, trochę zagubione, ale
wydawać się zdają szczere, a niech tam, dla takich nut, naiwny być mogę!
I
tak to właśnie wygląda, szmal puszczam, płyty kompaktowe, książki,
gazety, a w pandemii powiadają, by grosz do grosza, tymczasem
konserwatyzm silny, zamiast przepastne odmęty sieci wertować to ja
konsumuję, cóż, na koncert też wolę na żywo, w telewizorze nie bardzo,
bo nie ma w tym magii, bajki, nic nie uwodzi, żyć trzeba, tak uważam,
ba, inaczej chyba nie umiem, próbować nawet nie chce, nie przekona mnie
nikt chyba, na cholerę. W życiu nie przesłuchałem płyty w internecie,
żadnego ebooka nigdy żem nie kosztował, gazety zawalają powierzchnie
użytkowe, stając się argumentem do sporu, który zakłóca mir domowy, cóż,
konserwatyzm, byle nie poglądowy, na szczęście, no raczej. Saluto.
niedziela, 28 marca 2021
Pierwszy oddech wiosny, czyżby?
Kawę mielę, mielę kawę, mele, mele. Żaden ze mnie barista, ot, mam młynek to mielę ziarna, co by aromat posmakować. Czymś się trzeba radować, czyż nie? Z utęsknieniem wiosny wypatruję, licząc, że zaraza przepadnie, że odporność stadna, że wirusy giną w dni cieplejsze, w coś wierzyć muszę, przynajmniej powinienem, nieprawdaż? Jak to w zwyczaju, kilka książek rozpoczętych, kartkuję, wertuję, niby czytam, niby oderwać się nie mogę, lecz gdy odłożę, to sztos, wrócić trudno, innych bodźców szukam lub po drugą książkę sięgam, trzecią, kartkuję, wertuję, stron kilka i tak w kółko. Rozgrzebałem „Miedziaki" Colsona Whiteheada, „Złego" Leopolda Tyrmanda i „Kod kapitalizmu" Marcina Napiórkowskiego. Wszystkie trzy rewelacyjne, pytanie czy doczytam, czy raczej swym częstym zwyczajem odłożę na lepszy moment, gdy niby czasu więcej mieć będę. A kiedy to można mieć czasu więcej na książek czytanie niż w dobie pandemii, gdy świat cały zamknięty? Oj, ma piękna hipokryzjo. Za wyjściem do kina tęsknie, przyznam, cholera wie, co bym chciał obejrzeć, są lub być powinny premiery jakieś? Ktoś, coś? Masowo za to bajki wciągam, co dzieciaki oglądają to i sam się raczę, a co tam, chyba mi wolno, wolno? Byle do wiosny, byle do szczepionki, za podróżami tęsknie, lecz kto nie? Tymczasem, jeśli są jakieś książki, filmy, seriale lub inne warte polecenia to bardzo poproszę o rekomendacje na mejl, a co tam, kiedy jak nie teraz? Saluto.