poniedziałek, 26 czerwca 2017

Jagoda

Jagoda jest na planecie Ziemia ponad 365 dni. Dzisiaj, dokładnie rok później, wiem, że to najlepszy prezent, który mogłem otrzymać z okazji Dnia Ojca. Tak, dokładnie tego dnia, 23 czerwca zeszłego roku, Jagoda przyszła na świat. Czy zatem bycie rodzicem to obraz, który widziałem uprzednio w reklamach telewizyjnych i kolorowych magazynach, gdzie szczęśliwe matki karmią różowe bobasy, dumni ojcowie objaśniają tymże bobasom złożoność świata, a wszyscy razem są wypoczęci, szczęśliwy i przepełnia ich energia życiowa? 
Rzeczywistość, w której żyję od roku, nawet nie aspiruje do tych, wymienionych wyżej, mitologicznych wręcz obrazów. Bycie rodzicem to ciężka robota, która, owszem daje cudowną radość, lecz nie jest łatwym zadaniem. Godzenie rodzicielstwa i pracy zawodowej, tak propagowane we wszelkich mediach, to faktycznie zgniły kompromis, niedający satysfakcji w żadnym obszarze. A presja, by niemal od urodzenia stwarzać dziecku wszelkie możliwe sposoby, które sprzyjać powinny rozwojowi, towarzyszy mi nieustannie i faktycznie zabija radość z beztroskiej zabawy, gdy ta ma miejsce. Przesada? 
Jagoda zmieniła wiele w organizacji życia, przede wszystkim jednak uległo zmianie moje nastawienie i podejście do świata. Ba. Zanim ta urocza postać pojawiła się w moim życiu byłem egoistycznym skurczybykiem, nastawionym jedynie na zaspokojenie swoich zachcianek. Nie chcę sprzedawać w tym miejscu historii o tym, jak cudownym ojcem jestem, napiszę jednak, że czerpię z tego ogromną frajdę. I publicznie podziękuję również matce Jagody, która odwala niemal całą czarną robotę od ponad 365 dni. Saluto.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kapelusze, tanie fajki, dobra whiskey, nocne kluby i jazz










Zwykłe życie. Pobudka, prysznic, śniadanie i do roboty. Czasem w pracy jest fajnie, czasem nie. Po robocie na trening, w odwiedziny do sióstr, rodziny lub znajomych. Poczytać książkę lub obejrzeć film. W dni wolne do knajpy, do kina lub na koncert. Doprawdy? Niedoczekanie. Permanentny brak czasu, pośpiech i brak snu, oto co cechuje żywot mój ostatnim czasy. Byle do wakacji.
Komiksy. Czytam przygody Parkera, tytułowego bohatera komiksowej sagi autorstwa Donalda E. Westlake i Darwyn'a Cooke'a. W tych powieściach graficznych jest wszystko co powinien zawierać dobry kryminał w klimacie noir, czyli typki spod ciemnej gwiazdy w prochowcach i kapeluszach stetson, tanie fajki, dobra whiskey, nocne kluby i jazz. Pierwszy raz zetknąłem się z tymi komiksami, gdy mieszkałem w Kanadzie, dlatego cholernie cieszy mnie fakt, że dzisiaj ukazał się polski przekład, a ja mogę po latach wrócić do lektury. Zdecydowanie polecam. Saluto.

poniedziałek, 22 maja 2017

Audycja zawiera lokowanie produktu











W obliczu świata pędzącego ku otchłani, stać nas już tylko na ślepy optymizm. Cóż zatem począć? Wyłączyć telefon, zaszyć się w lesie, czytać książki lub spoglądać w niebo. Czy to wystarczy? Chaos, który towarzyszy na co dzień sprawia, że trudno mi spokojnie pozbierać myśli, skupić się na lekturze jakiejkolwiek książki czy wsłuchać się w rytm obojętnie jakiej muzyki. W dobie tyranii szczęścia, pozytywnego myślenia i rozwoju za wszelką cenę trudno jest mi się odnaleźć z moją paskudnie pesymistyczną postawą życiową. Potrzebuję wakacji. Bardzo długich wakacji wolnych od telefonów, maili, planów, strategii i wszystkich innych spraw, którym nadmierne znaczenie nadają szamani opętani wizją zysku i szelestem mamony. 
Czytam Ciszę", książkę norweskiego filozofa i podróżnika Erlinga Kagge. Facet doszedł samotnie na biegun południowy, kolejno brał udział w ekspedycji na biegun północny, następnie wlazł na Mount Everest, by potem opłynąć świat na łajbie z kumplami. Miał więc zapewne parę chwil, by się skupić i odciąć od świata i chaosu, który w nim obecnie panuje. Czy zatem muszę odmrozić sobie tyłek gdzieś na biegunie, by choćby na moment odłączyć mózg od wszechobecnego wrzasku? Moja Dziewczyna uparcie mnie przekonuje, że powinienem pomyśleć o wypoczynku. Wielokrotnie powtarzałem, zgodnie z teorią Sławomira Makaruka, że życie powinno być jak nieustające wakacje, podczas których można trochę popracować, pod warunkiem jednak, że będzie to zajęcie przyjemne i doskonale płatne. Jakże mogłem o tym zapomnieć? To jakbym sprzeniewierzył się własnym zasadom i wartościom. Czas zatem wrócić do tego, co jest naprawdę w życiu ważne i odciąć się choćby na chwilę od panującego zgiełku, chaosu i wrzasku. Byle do wakacji. Saluto.

niedziela, 7 maja 2017

Muzyka, koszykówka i słodycze










Jazz. Słucham albumu December Avenue", który Tomasz Stańko nagrał wraz z swoją kapelą New York Quartet. Melancholia albumu jest idealnym tłem do pogody za oknem. Muzyka pełna poetyckich ballad, która podzielone są ekspresyjnymi wejściami trąbki. W ramach trasy koncertowej promującej album December Avenue" kapela New York Quartet zawitała do Polski, jednak przez robotę i wyjazdy służbowe nie mogłem być na tych koncertach. Szlag by to trafił, gdyż więcej koncertów w tym roku nie będzie.
Tymczasem w prawdziwym życiu amerykańska liga zawodowa NBA weszła w fazę półfinałów. Playoffs. Czy Kevin Durant i Stephen Curry doprowadzą Golden State Warriors do finału? Czy LeBron James i jego Cleveland Cavaliers obronią mistrzowski tytuł? A może to ekipa z Houston z nieobliczalnym Jamesem Hardenem zaskoczy wszystkich i sięgnie po pierścień mistrzowski? Jak w tym wszystkim odnajdą się Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie? Odpowiedzi na powyższe pytania już wkrótce. Osobiście marzy mi się finał pomiędzy ekipami z Cleveland i Golden State, czyli rewanż za ubiegły sezon. 
Na fotografiach dokumentacja ostatnich tygodni. Trochę odpoczywam, trochę pracuję, trochę czytam, trochę się bawię. Ot zwykłe życie. Mam oczywiście opóźnienie w publikowaniu postów na blogu, jednak sukcesywnie będę zamieszczał tu nowe wpisy. Kilka negatywów z ostatnich podróży służbowych czeka na wywołanie, sam jestem ciekaw czy są tam dobre kadry. Saluto.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Baltimore







Ameryka. Kraj nieograniczonych możliwości. Kraina mlekiem i miodem płynąca. Ziemia obiecana. Chlust. Co za gówno. Z każdym łykiem taniego burbona wszystko wydaje się jakby bardziej klarowne. Amerykanie na banknotach i w przysiędze obywatelskiej mają Boga, na co dzień jednak wierzą w mity. Gapię się w telewizor nad barem. Prezydent Donald Trump gada o tym, jaki ten kraj wspaniały, góry wysokie, rzeki rwące czystym potokiem, ludzie gościnni, zaradni i pracowici. Chlust. Łyk gorzały. Ameryka będzie ponownie wielka, jak obiecał obecny prezydent.
Phillips to knajpa w samym centrum Baltimore. Od ponad 30-tu lat serwują tu najlepsze kraby w promieniu kilkuset mil", jak zapewnia mnie Harrison, jeden z kompanów przy stole. Konfrontacja tej opinii z rzeczywistością wypada pomyślnie. Baltimore, największe miasto w stanie Maryland, leży w głębi zatoki Chesapeake, odgrodzone bezpiecznie od Atlantyku półwyspem Delmarva. To ogromne tereny połowów owoców morza. Jemy z apetytem. Korzystając z okazji pytam zgromadzonych przy stole o obecnego prezydenta, jesteśmy raptem kilka miesięcy po wyborach. Krótka konsternacja. Baltimore to od ponad 150-ciu lat bastion Demokratów, dlatego Donald Trump, prezydent wybrany z nominacji partii Republikańskiej, nie ma tu zbyt wielu zwolenników. Chlust. Łyk gorzały. Jako, że rozmawiamy o polityce, Chad, drugi z kompanów biesiady, zagaduje nas czy wiemy, jakim chwalebnym czynem miasto Baltimore zapisało się na kartach historii USA. Otóż to stąd pochodził i w tym mieście tworzył Francis Scott Key, autor tekstu Gwieździsty Sztandar", który jest hymnem państwowym Stanów Zjednoczonych. Tekst hymnu powstał w 1814 roku, w trakcie tzw. drugiej wojny o niepodległość, pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią. Francis Scott Key był jednym z negocjatorów po stronie amerykańskiej w trakcie potyczki morskiej w zatoce Chesapeake, gdy flota brytyjska ostrzeliwała Fort McHenry, strzegący Baltimore. Gdy, mimo zmasowanego ataku, obrońcy fortu stawili opór, Francis Scott Key, wskutek wzruszenia na widok amerykańskiej flagi powiewającej niezłomnie nad fortem, napisał pieśń, którą zadedykował obrońcom fortu. Pieśń ta, niemal 120 lat później, w 1931 roku, została oficjalnie zatwierdzona przez amerykański Kongres jako hymn państwowy Stanów Zjednoczonych. Chlust. Przegryzam smak taniego burbona smakiem wybornego kraba. Choć Amerykanie na banknotach i w przysiędze obywatelskiej mają Boga, na co dzień jednak wierzą w mity. Ba. Te mity tworzą fundament wiary w Amerykę, która, według obietnic obecnego prezydenta, ponownie będzie wielka. Saluto.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nowy Jork







Nowy Jork. Rap w słuchawkach, aparat w ręku, adrenalina, jest dobrze. Głęboki oddech. Do płuc wciągam jedyny w swym rodzaju smród metropolii. Nigdzie indziej nie czuć tak specyficznej woni. Żadne inne miasto nie ma takiego klimatu. Nowy Jork. Nie ma półśrodków. Albo kochasz to miasto i pozwolisz mu się wciągnąć w swe wiry, ale odrzucasz i nigdy więcej nie chcesz tu wracać.
Nogami. Lubię zwiedzać na piechotę. Mam wrażenie, że przeżywam deja vu. Ponad 15 lat minęło od mojego pobytu w tym mieście. Szmat czasu. To był dobry okres. Pomieszkiwałem wówczas trochę na Ridgewood i trochę na Yonkers. Na swój pobyt i utrzymanie zarabiałem pracą przy remontach apartamentów i biurowców. W dni wolne katowałem się pieszymi podróżami po tym mieście, wiedząc, że mój pobyt będzie ograniczony czasowo. Harlem, Little Italy, Tribeca czy Soho to ulubione miejsca. Po dziś dzień z wielkim sentymentem wspominam nocne balangi na Bedford Ave. Nowy Jork. To miasto magnetycznie przyciąga.
Włócząc się nowojorskimi ulicami czuję się trochę jak Holden Caulfield, bohater powieści J.D. Salingera Buszujący w zbożu". To jedna z moich ulubionych książek z młodszych lat. Według mnie głównym wątkiem powieści jest konflikt pomiędzy światem dorosłych a światem dzieci. Nadal uważam, że dzieciństwo to okres w życiu człowieka, w którym rządzi autentyczność i naturalizm, a świat dorosłych jest światem pełnym pozorów, gdzie większość z nas gra lub udaje zamiast być sobą. Tłem powieści są nowojorskie ulice, którymi włóczy się Holden, główny bohater książki Salingera. Kto nie czytał Buszującego w zbożu", temu zdecydowanie polecam. Saluto.