poniedziałek, 12 lutego 2018

Melisa







Żywot pracownika, czyli dni zamknięte w arkuszu excela i rozkoszny (niech to szlag) obowiązek pracy. Świat zwariował, jak wielokrotnie pisałem, wszystko asap, na wczoraj, przed deadline'em. Refleksja zbędna, na co to komu. Kamieniołomy. Dni, godziny, minuty, sekundy. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Bezpowrotnie utracona piękna część życia. Co z tym począć? Dokąd uciec? Gdzie się schować? Czy jest jakaś alternatywa? Czytam o milionerach od totolotka. Ponoć większość przehulała wygrany majątek w imponująco krótkim czasie. Czytam o milionerach od ciężkiej roboty. Ponoć większość przehulała życie w pogoni za mamoną. Cóż zatem czynić? Jest weekend, czas dla bliskich i dla samego siebie. Muzyka na full i tańczmy pogo. Saluto.

niedziela, 28 stycznia 2018

Idzie pogoda, ale burze krążą





Zwykłe życie, codzienność, fajne życie. Budzik, pobudka, śniadanie i do roboty. W robocie czasem bywa fajnie, czasem fajnie nie jest. Po robocie do domu, gdzie obowiązków jakby więcej. Najmłodszy członek rodziny dyktuje warunki co, jak, gdzie i kiedy. Czyżbym na nowo musiał uczyć się asertywności? Jeśli tak, to jest to najtrudniejsza lekcja dotychczas. Negocjacje z córką dotyczą niemalże wszystkich aspektów życia: co jemy, kiedy jemy, co czytamy, co oglądamy, w co się bawimy, kiedy się bawimy, kiedy na spacer, jak się ubrać na spacer, kiedy wracamy ze spaceru. A przecież Jagodowa nawet nie zaczęła mówić, komunikuje się wyrazami, uśmiechem, płaczem lub krzykiem. Co będzie dalej? Strach o tym pomyśleć.
Czytajmy dzieciom. Oto jest dyktatura", powieść graficzna dla dzieci, której autorami są Equipo Plantel i Mikel Casal, to ważna książka. Po raz pierwszy opublikowana w 1977 roku, wydaje się jakby skrojona na obecne czasy. Autorzy dokładają starań, aby wytłumaczyć najmłodszym, i nie tylko, czym jest życie pod pręgierzem autorytarnej władzy, jak również uświadomić, jak wyglądać może brak wolności i szacunku dla drugiego człowieka. I co najważniejsze, jakie niesie za sobą konsekwencje. W 1977 roku, gdy książka miała swoją premierę, na świecie istniało około czterdziestu państw, które określano mianem dyktatur. Dzisiaj, według Amnesty International, istnieje około trzydziestu takich państw, gdzie nie ma wolnego społeczeństwa. Niemniej jednak ostatnie lata niosą trend nacjonalizmu i odwrotu od demokratycznego systemu, co widoczne jest we wszystkich zakątkach globu. Czytajmy dzieciom, wówczas może nam samym będzie sposobne przypomnieć sobie, co jest ważne, zanim to utracimy. Oto jest dyktatura" to odpowiednia lektura na obecne czasy. Saluto.  

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Gospodarka, Głupcze

O ile w polityce możliwe są turbulencje, tak w gospodarce, przynajmniej według analiz ekonomicznych, dwatysiąceosiemnasty może być korzystny dla wszystkich zaangażowanych, czytaj pracodawców i pracowników. Oczywiście, należy wziąć pod uwagę wszelkie zagrożenia polityczne, czyli możliwe wybuchy poważnych konfliktów zbrojnych, zaostrzenie kryzysu imigracyjnego, zamachy terrorystyczne na dużą skalę czy postępujące kryzysy sojuszy międzynarodowych, jak choćby ten dotyczący Unii Europejskiej. Pomimo, że gospodarka światowa nie rośnie dynamicznie, jednak trend i proporcje są pozytywne. Ba. Nawet sceptyczni od lat ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego, opublikowali raport w którym to przewidują globalny wzrost aktywności gospodarczej". To pierwszy optymistyczny raport MFW od niemal dekady. Oczywiście, należy brać poprawkę na raporty MFW, gdyż ta organizacja ma zwyczaj przedstawiać korektę swoich analiz, gdy tylko scenariusz przebiega nieco inaczej aniżeli uprzednie przewidywania. Co zatem w gospodarce?
Stany Zjednoczone rządzą! USA to kraj, gdzie jest największy (nadal) potencjał gospodarczy, jak również miejsce, skąd może nadejść największe zagrożenie dla światowej gospodarki. Kondycja amerykańskiego giganta może przyhamować wskutek polityki rządu, co może wpłynąć na wzrost gospodarczy, zatrudnienie i inwestycje firm. Kolejne zagrożenia to fiasko amerykańskiej reformy podatkowej i spadek wydajności pracy. Jednak, jak to czasem bywa, te potencjalne zagrożenia mogą okazać się wydumane (oby), a biorąc pod uwagę, że każdy amerykański pracownik to czystej krwi konsument, świat nie powinien zamartwiać się o popyt na towary czy usługi. Mimo, że USA mają ogromne dysproporcje w poziomie zarobków, to świadomość pracodawców, że pieniądze wydane w postaci wynagrodzenia zwrócone zostaną poprzez proces konsumpcji, daje pozytywne rezultaty. No i oczywiście należy pamiętać obietnicę obecnego prezydenta, który zamierza uczynić Amerykę ponownie wielką". Donald Trump, czyli ego większe aniżeli Wielki Kanion, fryzura okropna, lecz jeśli powiedzie się jego plan utworzenia wielu miejsc pracy i zbicia bezrobocia do możliwego minimum wówczas to może liczyć na kolejną kadencję. Oczywiście, jeśli po drodze nie zostanie usunięty ze stanowiska wskutek jakiegokolwiek skandalu. Tyle Ameryka, co tam Chińska Republika Ludowa? Gospodarka w Chinach, numer dwa na świecie, idzie w podobny model jak amerykańska. Chińczycy muszą zapomnieć o 10 procentowym wzroście, jak to było dekady wcześniej, gdy państwo z dumą zwało się fabryką świata". Jednak Chińscy mandaryni znaleźli sposób, aby utrzymać trend wzrastający, nastawiając kraj na konsumpcję wewnętrzną. Konsument to dobro narodowe, tak i w Chinach, jak i w USA. W Europie tradycyjnie prym już wiodą Niemcy, którzy nigdy specjalnie nie odczuli skutków kryzysów finansowych ostatnich dekad (porównując oczywiście ze skalę jaka dotknęła inne państwa, choćby w Europie). Owszem, w skali makro gospodarka niemiecka traci punkty procentowe, ale statystycznego Niemca to nie niezbyt interesuje. Pozostałe państwa Unii Europejskiej także patrzą z nieśmiałym optymizmem w przyszłe 365 dni. Obawy mają być może Brytyjczycy, którzy skacowani Brexitem, mogą zastanawiać się jakie skutki faktycznie będą, gdy Wielka Brytania faktycznie opuści Wspólnotę. A jak na tle tych wszystkich państw mogą wyglądać prognozy dla polskiej gospodarki?
Polska, średniej wielkości kraj we wschodniej Europie, to państwo, którego gospodarka jest bardzo głęboko zanurzona w gospodarce Unii Europejskiej. Ba. Poprzez Unię gospodarka Polska jest zanurzona głęboko również w gospodarce światowej. Nie trzeba wielkiej wiedzy z ekonomii by być świadomym, że o ile w ostatnich latach stan gospodarki uległ poprawie, to jest to przede wszystkim zasługa dostępu do dobrodziejstw bycia członkiem Wspólnoty. Możliwość swobodnego przepływu kapitału, osób i pracy opłacił się wszystkim, zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Więc skoro dla wszystkich są tak optymistyczne prognozy to z automatu Polska gospodarka także będzie rosnąć? Niekoniecznie. MFW, jak również ekonomiści w Polsce, zwracają uwagę na dwa czynniki, które mogą hamować wzrost w Polsce. To inflacja i brak rąk do pracy. Oczywiście inflacja może wpływać pozytywnie na dochody budżetu, jednak jest to gra krótkoterminowa. Inflacja zaniża wartość dochodów ludności i w dłuższej perspektywie ogranicza inwestycje, bo konsument nie ma kasy. Drugi czynnik na który zwracają uwagę ekonomiści cieszy mnie osobiście, gdyż dotyczy to braku rąk do pracy. Mają na to wpływ różne czynniki, takie jak wspomniany dostęp do unijnego rynku pracy, gdzie płace są znacznie bardziej atrakcyjne aniżeli w Polsce, jak również demografia, czyli różnica w liczbach pomiędzy tymi, co schodzą z rynku pracy na emerytury, jak i liczbą tych, którzy na ów rynek wchodzą. Wskutek tych danych, jeśli firmy chcą się rozwijać, jednym z pól, gdzie niezbędne będą inwestycje, jest kwestia wynagrodzenia. Nigdy wcześniej nie trzymałem kciuków tak mocno za prognozy ekonomistów. To może być dobry czas, oczywiście zanim nie zastąpi nas jakaś zdalna aplikacja czy maszyna zwana cyborgiem, co pić i jeść nie woła. Saluto.

niedziela, 31 grudnia 2017

Dwatysiąceosiemnasty

Trzask, prask, huki, puki, już jutro dwatysiąceosiemnasty. Szampan, kawior i zabawa. Kończymy stary, wierzymy w nowy. Co może się wydarzyć w 2018 roku? Możemy oczekiwać nieoczekiwanego. Od dawien dawna historia polityczna świata to historia konfliktów, po zakończeniu których następuje okres względnego spokoju i ładu, poparty powstaniem różnych sojuszy, często wedle nowych, zapisanych reguł. Owe reguły po pewnym czasie tracą na aktualności, należałoby je zreformować, jednak zanim to ma miejsce, zazwyczaj wybucha konflikt, po którym świat wraca do punktu wyjścia. Straty ogromne, któż to jednak liczy, przecież człowiek, choć ssak naczelny, nie uczy się na błędach, nie wyciąga wniosków z przeszłości. Owszem, tuż po, zanim opadnie pył, patrzymy w przyszłość, przysięgamy, że już nigdy więcej, lecz reguła ta dotyczy zazwyczaj kilku pokoleń. A potem basta, ponownie rusza kwiat narodu, matki lament, jednak ludzkość nie uczy się na błędach przeszłych pokoleń. Co zatem wydarzyć się może w 2018 roku?
Dwóch gości, wybujałe ego, fryzury okropne, podrajcowani atomowymi guzikami. Donald Trump i Kim Dzong Un. Przywódcy USA i Korei Północnej grają w dziwną grę, tymczasem reszta świata się przygląda. Czy wybuchnie konflikt, który może doprowadzić do kolejnej wojny światowej? Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie możliwe prowokacje ze strony Korei Północnej już się dokonały, a Stany Zjednoczone nie zdecydowały się na faktyczną ripostę, pozwala mieć nadzieję, że chłopaki powstrzymają swoje zapędy, a świat uniknie koszmaru wojny. Ponadto, ustalone na początek stycznia 2018 roku, pierwsze po latach spotkanie dyplomatyczne przedstawicieli obydwu Korei daje nadzieję, że kryzys został, choćby czasowo, zażegnany. Czy to jest dobra wiadomość? Każdy kij ma dwa końce. Brak zdecydowanej reakcji prezydenta USA na atomowe prowokacje ze strony Korei Północnej mógł zostać odczytany przez przywódców Chińskiej Republiki Ludowej jako oznaka słabości. Władze w Pekinie kontynuują ekspansję gospodarczą i militarną na cały świat, zbrojąc się przy tym na potęgę. Oczy wszystkich zwrócone są na Koreę i USA, tymczasem Chińczycy mają największy na świecie hydroplan, pierwszy chiński lotniskowiec przeszedł gruntowny remont i posiada już zdolność bojową, a chińska marynarka wojenna coraz odważniej poczynia sobie na spornych wodach Morza Południowochińskiego, budując tam bazy wojskowe. Mało tego. Chińczycy swoją wzmożoną aktywnością zaniepokoiły władze w New Delhi. O tym, że w sporze pomiędzy Indiami a Pakistanem władze z Pekinu trzymają stronę tych drugich, wszyscy wiedzieli od dawna, ale sojusze Chin ze Sri Lanką lub Malediwami mają prawo niepokoić Hindusów. Czy zatem to może być punkt zapalny dla świata? Żeby dać szaleństwu zadość, Bliski Wschód (geograficznie jest to wschód tylko z naszej perspektywy) także jest w stanie wrzenia. Aktorem, który wysunął się na pierwszy plan w ostatnich dniach, jest prezydent USA Donald Trump. Tak, tak, ten samo gość z tą samą fryzurą. Prezydent USA publicznie uznał Jerozolimę za stolicę Izraela, podsycając tym samym konflikt pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami. Tuż po trywialnym przemówieniu Trumpa, władze Organizacji Wyzwolenia Palestyny i Hamasu zapowiedziały kolejną intifadę, jak również wezwały pozostałe państwa arabskie do zerwania stosunków dyplomatycznych z USA. Spór o status Jerozolimy trwa od 1947 roku, a obecna deklaracja prezydenta Stanów Zjednoczonych może zniweczyć na dobre próby procesu pokojowego w tym rejonie świata. Ale Bliski Wschód (powtarzam, z punktu widzenia geografii jest to wschód jedynie dla nas) to nie tylko Ziemia Święta. Siedzący okrakiem na roponośnych złożach szejkowie także rozgrywają talię kart, która może grozić wybuchem konfliktu. Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie do spółki z Egiptem zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem. Ba. Arabia Saudyjska wraz z pozostałymi państwami oskarża publicznie Katar o wspieranie organizacji terrorystycznych i finansowanie ich działania. Wszystko zapewne rozegrałoby się w jednym kotle, gdyby nie fakt, że z tylnego fotela wpływ na sytuację mają Persowie, ups, przepraszam, Irańczycy. Iran, od momentu upadku irackiego reżimu Saddama Husajna w drugiej wojnie w Zatoce Perskiej i tym samym zaburzenia równowagi w rejonie, nieustannie rośnie w siłę. Teheran, wykorzystując krzywdę arabskich szyitów, rozpycha się łokciami odnosząc sporo zwycięstw, jak choćby w Iraku, Syrii czy Jemenie. Persowie, ups, raz jeszcze przepraszam, Irańczycy to potęga militarna, z armią doświadczoną w boju, dużymi siłami w marynarce i artylerii, a co najważniejsze, z programem nuklearnym, którego celem jest posiadanie bomby atomowej. Oczywiście, wszystko to byłoby mniej ważne, gdyby Saudyjczycy i spółka mogli być pewni swego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, lecz dzisiaj, w erze gazów łupkowych i szalonego prezydenta z blond czupryną, sojuszu być pewni nie mogą. Tymczasem Iran już zacieśnia swoje stosunki z Rosją i Turcją, wykorzystując różnice poglądów na forum międzynarodowym dotyczącą sytuacji w Syrii. Oczywiście, żadną tajemnicą nie jest fakt, jak duży wpływ na sytuację w regionie mają władze w Moskwie, którym przewodzi kolejny gość z wybujałym ego, Władimir Putin. Rosja, która nigdy nie obudziła się z letargu po upadku Związku Radzieckiego i nadal wierzy, że jest największą potęgą we współczesnym świecie, poczynia sobie odważnie do tego stopnia, że sama prowadzi proces pokojowy dotyczący konfliktu syryjskiego. Pod koniec stycznia 2018 roku ma zostać zorganizowany w rosyjskim Soczi Syryjski Kongres Dialogu Narodowego. Tajemnicą poliszynela jest, że syryjskie władze, strona w krwawym konflikcie, który rozgrywa się na terenie ich państwa, mają wsparcie władz Kremla. A przecież Rosja to (a jednak) również Europa (geograficzne współrzędne mogą to potwierdzić), czyli bardzo blisko nas wszystkich. Co to może dla nas oznaczać? Unia Europejska to największe osiągnięcie społeczne i polityczne w historii Starego Kontynentu. I ten niesamowity w założeniu, i nie tylko, projekt przechodzi właśnie najpoważniejszy w swej historii kryzys. Niczym Kasandra od paru lat wypisuję na tym blogu czarne scenariusze, dotyczące projektu zjednoczonej Europy, i dzisiaj jestem przerażony faktem, że znaczna część moich zapowiedzi ma miejsce. We współczesnym, zglobalizowanym świecie, gdzie prym wiodą potęgi, jedynie zjednoczone państwa europejskie mogą mieć znaczenie i siłę argumentów gospodarczych i politycznych. Czy USA, Chiny bądź Rosja podejmą poważny dialog z którymś z państw Europy, gdy nie będzie za nim stał największy projekt polityczny, jakim jest Unia Europejska? Nie sądzę. W świecie strategicznych sojuszy Europejczycy ponownie wyjmują szabelki i zamiast prezentować jedność i wspólnotę, walczą o swoje małe interesy. W historii było to już dwukrotnie, przed I i II wojną światową. Jak napisałem w pierwszy akapicie, od dawien dawna historia polityczna świata to historia konfliktów, po zakończeniu których następuje okres względnego spokoju i ładu, aż do momentu kolejnej erupcji. A tyle razy człowiek, przecież ssak naczelny, zarzekał się, że nigdy więcej. Już jutro dwatysiąceosiemnasty. Trzask, prask, huki, puki. Trzymajmy się, będzie trzęsło. Saluto.

niedziela, 10 grudnia 2017

Łubu-dubu! Niech żyje prezes naszego klubu!







Okazja jest, szansa będzie na to, że ukryty niemal w każdym z nas Wiesław Jarząbek ponownie będzie mógł wyśpiewywać pieśni pochwalne na cześć swego przełożonego. Patetycznie, głośno i donośnie. A nuż uda się wyśpiewać awans jakiś, posadę, karierę, byt lepszy, lepszejszy aniżeli inni, również śpiewający, choć jakoś tak niemrawo, mniej donośnie. Wszyscy chórem, sztandary w górę, a następnie do apelu. Bo przecież życie to teatrzyk, nikt się nie ogląda, każdy patrzy, jak zdobyć najlepszą rolę, najlepiej raz, dwa, trzy". 
Czy demokracja, system niedoskonały, ale wciąż najlepszy twór polityczny, jeszcze istnieje? Niewątpliwie, jeśli jeszcze jest w niej jakiekolwiek tchnienie, to ma się kiepsko. Demokracja ma, lub raczej miała, zapobiegać sporom, doprowadzać do kompromisu w każdej istotnej sprawie politycznej, w konsekwencji nie dopuścić nigdy do konfliktu. Jeśli tak to uważam, że demokracji już nie ma. Blefuję? Zmysły postradałem? Przy okazji kolejnej miesięcznicy, demonstracji czy marszu z obojętnie jakiego powodu, rozdajmy proszę wszystkim broń białą a odgłos skrzyżowanej stali zakłóci dźwięki muzyki. Wkrótce wszyscy będą walczyć ze wszystkimi. Gdy demokracja działa poprawnie, spory na tematy polityczne powinny mieć miejsce jedynie w parlamencie, nigdy na ulicy. Gdy demokracja trwa to spory są na argumenty, nigdy nie ma w tym siły fizycznej. I gdy demokracja działa to nigdy nie ma miejsca sytuacja, że mniejszość narzuca całej reszcie społeczeństwa swą wolę, zastępując zastany porządek prawny regulacjami, które są wbrew ustawie zasadniczej, jaką jest Konstytucja.
Na fotografiach dokumentacja ostatnich tygodni. Budzik, pobudka, śniadanie i do roboty. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Dziś, będąc ojcem i widząc jak szybko rośnie Jagodowa, zaczynam łapać jak szybko czas umyka. Rozgrzebane na biurku książki, filmy niedokończone, płyty w nieładzie. Kilka podróży służbowych, mało wakacji, jeno robota. Jednak, jeśli mam rację, biorąc pod uwagę co napisałem akapit powyżej, już wkrótce na pytanie jak żyć Panie Premierze", władza będzie miała gotowe odpowiedzi. Wówczas, jak to w każdym systemie totalitarnym, nastanie stan powszechnej euforii i szczęścia a wszelkie dylematy zostaną prawnie zakazane. Więc na cholerę się zamartwiać?