niedziela, 28 czerwca 2015

Kto dzisiaj gania w berka na podwórku?







W obliczu świata pędzącego ku otchłani, stać nas już tylko na ślepy optymizm - czy to hasło nie oddaje w pełni zakrętu w jakim znalazło się dzisiaj społeczeństwo? W jednym z ostatnich wydań magazynu National Geographic" opublikowany został fragment projektu brytyjskiego fotografa Jimmy'ego Nelsona Before They Pass Away", co w tłumaczeniu oznacza Zanim odejdą". Projekt to unikalna dokumentacja życia rdzennych plemion, które w odległych zakątkach świata żyją zgodnie z tradycjami liczącymi tysiące lat. To etnograficzne świadectwo świata ginącego pod naporem procesu globalizacji. Jimmy Nelson spędził ponad 3 lata w podróży dokumentując na fotografiach ostatnie rdzenne plemiona. Publikacji w National Geographic" towarzyszy tekst Ginący świat plemion", którego autorem jest antropolog prof. Wojciech Bęben. Profesor zwraca uwagę, że choć cywilizacja rozwiązała za człowieka wiele problemów, to jednocześnie pozbawiła go czegoś szalenie istotnego, a mianowicie poczucia wspólnoty i pewności jego miejsca w świecie. Bo czy żadne z nas, próbując przetrwać w szaleńczym świecie konsumpcji, nie tęskni czasem za społecznością, w której wiedział dokładnie kim jest, czego potrzebuje i gdzie jest jego miejsce? Gdy czytam takie teksty to przypomina mi się moje beztroskie dzieciństwo i czas spędzony z kolegami, którzy w większości dzisiaj są moimi przyjaciółmi. Nasze relacje ukształtowały wspólne zabawy, gry i doświadczenia. Poobijane kolana od gry w piłkę, zdarte zelówki, pierwsze dyskoteki. Dzisiaj na tych podwórkach nikt się nie bawi, a nas stać już tylko na ślepy optymizm i wiarę, że gdy nadejdą trudne chwile, to jakaś wspólnota pozostała i nie zostaniemy wówczas pozostawieni sami sobie. Dlatego warto iść na piwo z kolegami.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Warszawa - Tallinn - Ryga - Warszawa





Delegacja zagraniczna - co sobie wyobrażasz, gdy słyszysz to magiczne określenie? Zapewne luksusowe hotele, business launge, spotkania przy koniaku i kontraktów podpisywanie. A to wszystko jedynie jako dodatek do beztroskiej podróży, podczas której oddawać się będziesz zwiedzaniu miejsca, do którego przybyłeś. Nie mam racji? Może jest robota, gdzie to możliwe, lecz moja rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Szybki transfer na lotnisko, tam odprawa, w pośpiechu wypita kawa i jakieś zakupy w strefie wolnocłowej (co już dawno przestało być opłacalne). Lądowanie, taksówka bądź wynajęty samochód i szybka lokalizacja kolejnych celów, czasem prosto do hotelu, innym razem bezpośrednio na spotkanie. W tej całej gonitwie czasem urwę coś dla siebie i zobaczę coś nowego w miejscu, w którym akurat przebywam. Mimo, że rzeczywistość w trakcie moich podróży służbowych wygląda zdecydowanie inaczej niż w rewelacyjnym filmie W chmurach", w którym główną rolę odgrywał George Clooney, to i tak jest to najlepszy aspekt mojej roboty. I póki mogę, zanim mi nie podziękują, to cieszę się tym jak dziecko. Na fotografiach krótka dokumentacja z wizyty w krajach nadbałtyckich. Saluto.